Kolos na glinianych nogach. Kryzys w Gazpromie

Budowa Nord Stream 2 opóźnia się, a LNG zagraża na europejskim rynku. W kraju rośnie w siłę konkurencyjny Novatek, zaś korupcyjne skandale wstrząsają władzami koncernu. Nieciekawie wygląda przyszłość Gazpromu. I widać, że na Kremlu dojrzewa myśl, aby gazową dojną krowę zarżnąć, bo zbyt mało mleka daje.

Ostatnie miesiące przyniosły dwie rewolucyjne zmiany w „doktrynie Gazpromu”. Po pierwsze, rosyjski koncern już nie twierdzi tak stanowczo, że zdąży oddać do użytku Nord Stream 2 w planowanym terminie (do końca 2019 roku). Po drugie – i zapewne ważniejsze – Gazprom, po wielu latach ignorowania tego rywala, wreszcie przyznał, że LNG może zagrozić jego pozycji na europejskim rynku. I jedno, i drugie zapowiada kłopoty już i tak potężnie zadłużonego koncernu. Dotychczas Gazprom był narzędziem Kremla w dwojaki sposób. Z jednej strony służy państwu, z drugiej oligarchom putinowskim. Po pierwsze, służy realizacji celów politycznych (choćby poprzez budowę gazociągów do Turcji i Niemiec, z pominięciem Ukrainy). Po drugie, wyprowadza się z niego ogromne sumy do prywatnych firm (podwykonawców) należących do biznesmenów z otoczenia Władimira Putina. Jeśli Gazprom przestanie się dobrze wywiązywać z tej podwójnej roli, może stracić uprzywilejowaną pozycję. Zwiastunem zmian nie tyle w polityce Gazpromu, ile w polityce Kremla wobec Gazpromu, są ostatnie radykalne zmiany personalne z zarządzie koncernu.

Duńska przeszkoda
Gazprom po raz pierwszy przyznał, że może nie zdążyć z położeniem podmorskiego odcinka Nord Stream 2 w 2019 roku – z powodu stanowiska Danii, która zwleka z wydaniem zgody na budowę w jej morskiej strefie ekonomicznej. Operator Nord Stream 2 (spółka Nord Stream 2 AG) złożył wcześniej do duńskiego regulatora (Duńska Agencja Energii, ENS) dwa wnioski o zgodę na budowę gazociągu. Pierwszy dotyczył trasy przebiegającej przez duńskie wody terytorialne na południe od Bornholmu. Jako że Kopenhaga zwlekała, w...
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: