Demokracja w cieniu brexitu. Wybory do europarlamentu

Fakt, że negocjacje w sprawie brexitu utknęły w miejscu, może sprawić, że europejska demokracja, która do tej pory dla niewielu funkcjonowała w sposób przejrzysty, stanie w ogóle pod znakiem zapytania.

Jeszcze pod koniec marca Theresa May nazywała rozwiązanie, w którym brytyjskie partie wystawią swoich kandydatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego, „absolutnie katastrofalnym”. Jednak jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić w całym brexitowym procesie, znowu stało się to, co według zapewnień wszystkich ekspertów miało być wykluczone. Niebędący w stanie dojść do porozumienia politycy w Westminsterze i Brukseli jeszcze raz postanowili przerzucić jarzmo decyzji na wyborców. Tym razem stwierdzając: głosujcie, choć w tej chwili nie jesteśmy wam w stanie powiedzieć, czego tak naprawdę dotyczy wasz wybór.
Co prawda istnieje jeszcze teoretyczna szansa, że wyborów w Wielkiej Brytanii nie będzie, bo co rusz pojawiają się doniesienia, że „Theresa May pracuje nad poparciem dla swojej umowy”, ale zdanie to napawa równym optymizmem jak to, że „polskie drużyny wierzą w sukces w europejskich pucharach”.

Kryzys europejskiej demokracji
Gdy zwolennicy obecnej wersji integracji europejskiej odpowiadają na zarzuty dotyczące „deficytu demokracji” w UE, najczęściej wskazują na Parlament Europejski jako miejsce, w którym demokratycznie wybrani przez Europejczyków reprezentanci dyskutują o najważniejszych dla Europy sprawach. Gdy w lipcu 2018 roku Mateusz Morawiecki na sesji PE w Strasbourgu przedstawił swoją wizję bardziej demokratycznej, szanującej wolę poszczególnych narodów Europy, ostro skrytykował go Manfred Weber, obecnie główny kandydat do objęcia szefostwa w Komisji Europejskiej. „Gdy mówi pan o Europie, która słucha obywateli, to powiem panu, że jest już Europa, która słucha obywateli, i ona jest w tej izbie, w Parlamencie Europejskim. Reprezentujemy obywateli Unii Europejskiej” – grzmiał z mównicy Weber.
...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: