Dlaczego USA, dlaczego Trump

Wprawdzie dla większości Polaków najważniejszym wydarzeniem ostatnich tygodni jest strajk nauczycieli, lecz nie wolno nam zapominać o tym, co jest kluczowe dla naszego narodowego bezpieczeństwa.

Zapowiedź przyjazdu Donalda Trumpa do Polski na 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej pokazuje, jak ważnym jesteśmy państwem w amerykańskiej geopolityce. Nie chodzi tu o przesadną dumę ani powód do świętowania, lecz o umieszczenie Polski w systemie bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.

Trzydzieści lat temu odzyskaliśmy niepodległość. Minęły już dwa pokolenia, gdy nie zaznaliśmy wielkiej wojny. Coraz trudniej nam sobie wyobrazić, że losy naszych rodziców, a dla większości dziadków, mogłyby się powtórzyć. Jednak wystarczy przenieść się za wschodnią granicę, do dawnego Królewca, by zobaczyć całe dywizje szykujące atak na nasz kraj. Ukryte są tam dziesiątki rakiet z bronią jądrową wycelowaną w różne miejsca w Polsce. Pełny atak rosyjski skończyłby się jeszcze większą masakrą niż II wojna światowa. Czy to jest realne? Dzisiaj nie, ale jeśli popełnimy błędy takie jak Ukraina czy Gruzja, kiedyś i my będziemy ofiarami rosyjskiej ekspansji. Czy Polska nie może się sama obronić? Powinna zrobić wszystko, żeby być do tego zdolna. Ale przez najbliższe lata nie da rady zbudować armii porównywalnej do armii potencjalnego agresora, nawet przy maksymalnym wysiłku. Dlatego tak ważny jest system zabezpieczeń międzynarodowych. Nasz udział w NATO, a nawet w UE, zniechęca agresora do ataku. Jednak w razie poważnego kryzysu to może nie wystarczyć. Odpowiednim zabezpieczeniem dla obrony Polski jest obecność znacznych sił militarnych USA na terenie naszego kraju. To najważniejsze zadanie naszego pokolenia. Oczywiście płacimy za to sporą cenę i nie chodzi tu o pieniądze. Musimy czasem dokonywać ustępstw, które nam się nie podobają, ale z biegiem czasu będą one coraz mniejsze, a nasza pozycja coraz silniejsza. Próba sprowokowania awantury z USA pod różnymi...
[pozostało do przeczytania 26% tekstu]
Dostęp do artykułów: