Radosne Triduum

Od wielu lat uczestniczymy w Triduum Paschalnym. Kiedyś, gdy nasze dzieci były jeszcze małe, chodziliśmy na msze rodzinne do warszawskich dominikanów na ul. Freta. Duszpasterstwem rodzin zajmował się wówczas wspaniały kapłan, ojciec Tomasz Wytrwał. Jeździliśmy razem z nim i innymi rodzinami na letnie warsztaty dominikańskie w Korbielowie, u Oli i Marcina Sawickich, którzy w górach zorganizowali genialną prywatną, darmową szkołę dla tamtejszych dzieci. W ciągu roku spotykaliśmy się na owych cotygodniowych mszach, wszyscy lubiliśmy się i stworzyliśmy grono przyjaciół.

Teraz nasze dzieci wyrosły i prowadzą dorosłe życie, a my ciągle chodzimy „na Freta”. Specjalny czas rezerwujemy na przeżycie Triduum Paschalnego. Nie tylko my. W sobotę, przed wigilią paschalną, żeby mieć miejsce siedzące w kościele pw. św. Jacka, trzeba przyjść co najmniej godzinę przed mszą, ale warto! Bo w wypełnionej po brzegi świątyni razem cieszymy się Zmartwychwstaniem Chrystusa. To słowo „razem” ma dla nas specjalne znaczenie – właśnie w trakcie tej mszy spotykamy przyjaciół sprzed lat, rodziny, które teraz podążają swoimi ścieżkami albo chodzą na „inne godziny” Eucharystii, bo przecież dzieci są już duże. Gdy na zewnątrz zapalane jest ognisko i wierni w kościele przy wygaszonym świetle wstają, oczekując na to, co będzie dalej, zawsze przeżywam moment wielkiego wzruszenia. Jest cisza. Ciemno. Czasem ktoś gdzieś kaszlnie, ktoś inny daleko poruszy krzesłem – jakby wszyscy przestępowali z nogi na nogę w napięciu, w oczekiwaniu na to, co się stanie. Wyobrażam sobie, że jesteśmy wtedy jak ludzie stłoczeni w ładowni wielkiego statku, który za chwilę ruszy… Pod żaglami Chrystusa. A potem długa i tak piękna celebracja. I psalmy! I muzyka! I chrzest dorosłych! I radosne kropienie wodą święconą! A potem… Alleluja! Zmartwychwstał! Co za radość! Cieszymy się! Rzucamy się sobie w ramiona! Razem cieszymy się, że Mesjasz tego dokonał!
 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: