ACTA2. Jak nasza wolność wycieka z Sieci

To znamienne, że przeciw ACTA2 są takie organizacje jak Panoptykon, znakomicie orientujące się w legislacyjnych, społecznych i kulturowych meandrach globalnego internetu. Organizacje, którym nie da się zarzucić, że ulegają „prawicowej histerii” albo że brak im wiedzy o postępującym w internecie ograniczaniu wolności użytkowników kosztem realizowania interesów globalnych potęg sieciowych.

W miniony wtorek Parlament Europejski poparł unijną dyrektywę o prawach autorskich bez poprawek. Zdecydowanie zmienia ona zasady publikowania i monitorowania treści w internecie – niestety, w znacznej mierze na niekorzyść nas wszystkich. Szczególnie niebezpieczny jest artykuł 13 tej dyrektywy, który stwierdza, że platformy informacyjne, takie jak Google, YouTube czy Facebook, ale też polski Wykop, będą musiały usuwać wszelkie podpadające pod prawo treści, niezależnie od tego, czy zostały one zgłoszone, czy nie. Znaczna część europarlamentarzystów liberalnej opozycji głosowała za przyjęciem dyrektywy.

Co z tym ACTA2?
W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której platformy będą decydowały o granicach wolności słowa w internecie. Europosłowie nie uwzględnili apeli wielu naukowców, organizacji społecznych i ponad 5 mln użytkowników, którzy w internetowej petycji sprzeciwili się temu artykułowi. Powtórzę swoją myśl sprzed paru tygodni: to naprawdę dla nas wszystkich niebezpieczne, skoro słowo „Sieć” znaczy dziś „świat”.
Przyjrzyjmy się bliżej niebezpieczeństwom związanym z unijną dyrektywą o prawach autorskich. Nowe regulacje stwierdzają, że platformy internetowe będą bezpośrednio odpowiedzialne wobec twórców za wszystkie naruszające prawo autorskie treści zamieszczane przez użytkowników, nawet jeśli nie mają świadomości konkretnego naruszenia. Przepisowi będą podlegać serwisy, które udostępniają potężne ilości treści/utworów i czerpią z tego zyski. Mowa o Facebooku, YouTube i wszelkich platformach, na których „...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: