Jak Rachoń nazizm w Polsce wprowadzał

Dodano: 02/04/2019

Felieton [Lubię dinozaury]

Kilka dni temu była ważna rocznica. Pięć lat minęło od przesłuchania ówcześnie urzędującego prezydenta, Komorowskiego, w sprawie tzw. afery marszałkowskiej. Sytuacja bez precedensu. Po pierwsze, sam kaliber sprawy (gry operacyjne na najwyższych szczeblach, tajemnicze śmierci świadków itd.). Po drugie, same „zeznania” prezydenta, a raczej ich brak, zastąpiony ciągłą „niepamięcią”. W każdym normalnym państwie byłaby to gratka dla wszystkich mediów. Ale nie żyliśmy wtedy w normalnym państwie, tylko w państwie PO, osłanianym przez zaprzyjaźnione z nią gazety, portale czy telewizje. I wspomniane media, dominujące w sposób pełny na rynku, przemilczały bądź absolutnie zbagatelizowały to wydarzenie. Jedynym dziennikarzem, który „miał jaja”, by pokazać Polakom zeznania ich prezydenta, był Michał Rachoń. Przypomniał on niedawno o tej sytuacji. A mnie się przypomniało, jak jeszcze niedawno wyglądała Polska. Państwo, w którym istniał tylko jeden ośrodek informacyjny i narracyjny
     
49%
pozostało do przeczytania: 51%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze