Pracowite pszczółki

Chociaż pogłoski o śmierci powieści kryminalnej są mocno przesadzone, jest faktem, że coraz trudniej o nowe pomysły. Autorzy radzą sobie, mieszając gatunki, łącząc tradycyjny kryminał z powieścią romantyczną, przygodową lub fantastyczno-naukową czy też przenosząc w scenerię retro.

W dreszczowcu Petera Maya „Na szlaku trumien” znajdziemy i elementy powieści grozy – opuszczona latarnia morska, i tajemnicy – eksploatowany niemiłosiernie wątek utraty pamięci – czy wreszcie zawsze pewny chwyt „dziecko w niebezpieczeństwie” (w tym wypadku zbuntowana nastolatka, cała w gwoździach i tatuażach). Jednak to wszystko, z niedoszłym topielcem włącznie, który stracił pamięć (do tego stopnia, że nawet zapomniał o ognistym flircie z sąsiadką), nie wystarczyłyby, aby zwrócić uwagę na omawianą książkę.

Naprawdę ciekawa jest stawka, o którą toczy się gra – życie pszczół (a w konsekwencji również ludzi). Wymieranie tego gatunku błonkoskrzydłych do kilku lat budzi niepokój zarówno naukowych periodyków, jak i wielkonakładowych tabloidów. W powieści Maya winnym tego procesu jest światowy koncern chemiczny. Jego produkty nie zabijają wprawdzie pszczół, ale dewastują ich mózg. Robotnice nie są w stanie wrócić do ula, królowe prawidłowo się rozmnażać. Na szali znajduje się więc przyszłość ludzkości uzależnionej od dzieła pracowitych pszczółek i gigantyczne zyski koncernu. Bohaterami są naukowcy, którzy zaryzykowali swą karierę, a jak się okaże – również życie, aby ujawnić dramatyczną prawdę.

Zagłada poprzez totalne ogłupienie to całkiem niezła metafora końca ludzkości.


Peter May
Na szlaku trumien
Albatros Warszawa 2018

 
[pozostało do przeczytania -4% tekstu]
Dostęp do artykułów: