Smutna lekcja politycznego terroru

Felieton [Mucha na dziko]

Rzucili się na nas za okładkę „Gazety Polskiej”, na której pokazaliśmy „wiecznego związkowca” Wincentego Sławomira Broniarza jako terrorystę biorącego dzieci na zakładników. Broniarz groził nam procesem. A zaraz potem zapowiadał, że jak nie będzie podwyżek, to – wicie, rozumicie – dzieci mogą nie przejść z klasy do klasy. Tymczasem Wincenty Broniarz idzie o krok dalej i grozi strajkami w przedszkolach. Co następne? Żłobki? I tylko do znudzenia można przypominać, że jakoś nie rwał się do gróźb, gdy w czasie rządów PO-PSL pensje nauczycieli rosły wolniej niż trawa na A1. Albo to, że ZNP nie kiwnął nawet palcem, gdy w Krakowie w obronie lekcji historii głodowała grupa byłych opozycjonistów. Albo… Można wymieniać, tylko po co? Pan Wincenty nie jest przecież nauczycielem, w zawodzie nie pracuje. Dawno już zgłosił akces do „totalnej opozycji”. A totalni? Wchodzą w tę smutną grę, zapowiadając, że w zarządzanych przez nich miastach ustanowią na czas planowanego na maj strajku
     
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze