Kasa Broniarza z ZNP

Ten strajk wspierany tak mocno przez totalną opozycję ma przede wszystkim uderzać w rząd i wprowadzać zamieszanie w czasie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego.

Nikt nie robił pewnie takich badań, ale środowisko nauczycielskie, zwłaszcza to skupione w ZNP, które kiedyś współtworzyło SLD w sejmie, nie da się podejrzewać o sympatie sprzyjające PiS. Dlatego nie powinna dziwić obecna akcja strajkowa – jej wymiar polityczny jest oczywisty. Niemniej – trzeba to zaznaczyć – nauczyciele powinni zarabiać więcej, i to właśnie rząd Prawa i Sprawiedliwości rozpoczął prace, aby poprawić ich status materialny. Od nikogo z PiS nauczyciele nie usłyszeli, że „piniędzy nie ma i nie będzie”. Słyszeli to od polityków PO-stkomuny, ale wtedy nie grozili strajkiem totalnym uderzającym w interesy uczniów. Wiosną 2015 roku ówczesna niesławnej pamięci minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska z PO głosiła: „Prawie 60 proc. nauczycieli zarabia 5 tys. zł. (...). Budżet państwa nie ma kolejnych pieniędzy na rok 2016…”. I zapowiadała – a robiła to kilka razy – że podwyżek dla nauczycieli nie będzie. W czasach rządów PO-PSL żadne 60 proc. nauczycieli nie zarabiało powyżej 5 tys. zł. Tak będzie dopiero teraz, od września, gdy zrealizowany zostanie kolejny etap podwyżek. Trzeba przyznać, że wtedy w tej sprawie rząd PO wywiązał się z zapowiedzi – żadnych podwyżek nie było. Jednak rządy PO to nie tylko zamrożone podwyżki, to także 2500 zamkniętych szkół, 40 tys. nauczycieli, którzy odeszli.

Rząd PiS zaś to nie tylko podwyżki w wysokości 16 proc. To także propozycja dodatków za wyróżniającą pracę (200, 300 zł lub 500 zł dla nauczyciela dyplomowanego) i propozycja dodatku w wysokości 1000 zł dla nauczycieli stażystów.

Pamiętają Państwo, jak totalna opozycja straszyła nauczycieli utratą pracy w wyniku reformy edukacyjnej i likwidacji gimnazjów. Tysiące nauczycieli miało pójść na bruk. Było to jedno z wielkich kłamstw PO-stkomuny. W roku...
[pozostało do przeczytania 42% tekstu]
Dostęp do artykułów: