Tracimy Łódź. ZABUDOWA POPADAJĄCA W RUINĘ

Ten eksperyment z zagranicznymi turystami można przeprowadzać bez końca. W Łodzi warto pokazać przepych i piękno ulicy Piotrkowskiej, a potem przejść trzydzieści metrów dalej i zobaczyć, jak wyglądają współczesne slumsy z rozpadającymi się ruinami, zamieszkiwanymi w najlepszym wypadku przez bezdomnych.

Goście z Gruzji nie mogli oderwać wzroku. Ulica Piotrkowska na odcinku od placu Wolności do alei Mickiewicza jest naszpikowana arcydziełami secesyjnej czy eklektycznej architektury, więc kamienice dawnych włókienniczych fabrykantów tworzą blisko dwukilometrowy pas istnych pereł z historii XIX-wiecznej zabudowy. Od ulicy Mickiewicza można co krok podziwiać kolejne gmachy, zaczynając już od pierwszej kamienicy, zbudowanej przez przedsiębiorcę niemieckiego pochodzenia Ryszarda Bechtolda (Piotrkowska 152), a zaprojektowanej przez architekta żydowskiego pochodzenia Witolda Szereszewskiego. Z uczestnikami konferencji naukowej szliśmy najpiękniejszą z łódzkich ulic, co krok podziwiając odnowione elewacje domów albo „Galerię Wielkich Łodzian” – pomysłowe pomniki odlane z brązu: Tuwima, Reymonta, Jaracza, Rubinsteina czy łódzkich fabrykantów. „To jest fenomen na skalę światową” – podziwiali goście, zachwalając Łódź. Gdy jednak skręciliśmy w ulicę Rewolucji 1905 roku i wracaliśmy do hotelu Wschodnią i Sienkiewicza, turyści milczeli. Tam bowiem, na niektórych odcinkach, miasto wygląda tak, jakby właśnie kończyła się wojna, a mieszkańcy pouciekali przed nadchodzącym frontem.

„Miasto umarłe”
Nie ma miesiąca, by lokalnych mediów nie obiegła wiadomość o jakimś wypadku. 1 marca z kamienicy na ul. Wysokiej odpadł gzyms – mieszkańców ewakuowano. 21 marca w niezamieszkanym budynku na ul. Składowej zawalił się strop, odnotowano też pożary w kamienicach na Radwańskiej i Tymienieckiego. Nic dziwnego, że mieszkańcy domowymi sposobami decydują się dogrzewać mieszkania – stara infrastruktura grzewcza nie daje rady w wysokich...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: