Będzie gorzej

Jeśli ktoś spodziewa się, że opublikowane przez Konferencję Episkopatu Polski statystyki dotyczące pedofilii i przestępstw seksualnych wobec nieletnich dokonywanych przez duchownych (trudno je określić mianem raportu) zakończą sprawę i pozwolą Kościołowi oczyścić się, to jest w błędzie. Raport ten, choć jest ważnym krokiem, nie rozwiązuje problemu, bo nie zawiera metod wyjścia z sytuacji czy refleksji nad jej przyczynami. Jednak nawet z niego można wyciągnąć dwa wnioski. Po pierwsze o tym, że wynika z niego, iż liczba zgłaszanych przypadków stale się zwiększa. Dlaczego tak jest? Bo świadomość społeczna jest coraz większa, a lęk przed ostracyzmem społecznym coraz mniejszy. W ciągu kilku lat może to doprowadzić do lawiny zgłoszeń z lat poprzedzających rok 1990. Każda kolejna ofiara, która zgłasza sprawę, nagłaśnia ją i (od niedawna) uzyskuje odszkodowanie czy pomoc od Kościoła, ośmiela następnych do ujawniania tego, co im się przydarzyło. Po drugie – tak jak w innych krajach – większość spraw (58,4 proc.) dotyczy chłopców i dorastających mężczyzn. Problemem jest nie tylko molestowanie nieletnich, ale także wyraźna nadreprezentacja osób o skłonnościach homoseksualnych (bo jest bardzo mało prawdopodobne, by heteroseksualni duchowni molestowali chłopców) wśród duchownych molestujących dzieci. Nie jest wiarygodne wyjaśnienie, że chłopcy są bardziej dostępni, bo tak się składa, że obecnie praktykuje i udziela się w Kościele więcej dziewcząt niż chłopców. Z problemem homoseksualności, a jest o nim coraz głośniej, trzeba się będzie w najbliższym czasie zmierzyć. Szczególnie, gdy nadejdzie czas na raport na temat bezbronnych dorosłych. Tu skala może być również spora, a dotykać może nie tylko prezbiterów i diakonów, ale także biskupów. Z tego trzeba wyciągnąć wnioski. Sam raport nie wystarczy.
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: