Találkozunk Budapesten!

Po raz kolejny jedziemy na Węgry. Wielki Wyjazd to już tradycja środowiska klubów „Gazety Polskiej”. Ileż to wspomnień, a ile refleksji! Byliśmy w Budapeszcie już w 2012 roku, kiedy rząd Viktora Orbána był bezlitośnie czołgany przez brukselskich urzędników. Wtedy to po raz pierwszy wielu z nas widziało, jak wdzięczni za wsparcie Węgrzy całowali polskie flagi, niesione przez klubowiczów „GP”.

Byliśmy później wielokrotnie, nawet podczas ataku zimy, kiedy uroczystości odwołano, a pochód klubów był jedyną zorganizowaną manifestacją w najważniejsze święto Węgrów. Nie pojechaliśmy tylko raz, w proteście przeciwko polityce Viktora Orbána w stosunku do Rosji. Te niebezpieczne z naszego punktu widzenia tendencje są stałym elementem polityki Budapesztu. Trudno mi nie odnieść wrażenia, że Orbán, w poszukiwaniu swojego miejsca w Europie, jest zafascynowany kremlowskim satrapą i to ukąszenie czyni z niego w pewnym stopniu cynicznego i bezwzględnego gracza, co udowodnił, popierając Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, przy wyraźnym sprzeciwie Warszawy. Orbán jest bezlitosny także w tłumieniu wolności słowa. Dość powiedzieć, że zapowiadana przez niego „hungaryzacja mediów” przebiegła tak sprawnie, że wszystkie gazety lokalne (oraz kilkaset innych mediów elektronicznych i papierowych) są teraz w rękach rządowego konglomeratu, który wymienia dziennikarzy na rozsyłane z centrali depesze prasowe. To zagrożenia, których musimy być świadomi. Świadomi tego, jak można zatracić się w „robieniu dobrze”. Po raz kolejny jadę więc na Węgry, jednak tym razem oczy będę mieć szerzej otwarte niż tylko na poszukiwanie obrazków do klubowego albumu. Chętnie spytałbym o to wszystko samego Orbána, nie mam jednak przekonania, że chciałby o tym rozmawiać (jeden wywiad już odwołał). Jadę więc do Przyjaciół, z którymi łączy nas tysiąc lat wspólnej historii. Do zobaczenia w Budapeszcie – Találkozunk Budapesten!
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: