Synod ślepy na jedno oko

Wiele ważnych słów padło podczas konferencji na temat przestępstw seksualnych w Kościele. Od tego, o czym mówiono, nie mniej ważne jest jednak to, o czym milczano.

To dobrze, że w Watykanie odbyła się wielka konferencja na temat ofiar pedofilii. To ważny akt i nie ma co ukrywać, że w trakcie spotkania padło naprawdę wiele ważnych słów. Z częścią diagnozy trudno się nie zgodzić: problemem jest przedkładanie dobra instytucji nad dobro ofiar, klerykalizm rozumiany jako nadużycie władzy, brak odpowiedniej reakcji. O tym wszystkim będziemy musieli rozmawiać jeszcze przez wiele dziesięcioleci, bowiem nie jest wcale łatwo zwalczyć chorobę klerykalizmu (mocną także w Polsce) bez poważnego przedyskutowania nowego modelu kapłaństwa. Modelu, który z jednej strony uwzględniałby całą sakramentologię katolicką, w tym prawdę o hierarchicznym kapłaństwie, a z drugiej unikał wynoszenia księży czy kapłanów ponad lud Boży. Nie da się też rozwiązać tego problemu bez głębokiego przemyślenia struktur zarządzania w Kościele, bez usunięcia z nich absolutystycznych naleciałości na świętej strukturze Kościoła, bez przywrócenia (tak – właśnie przywrócenia, bo w średniowieczu Kościół był o wiele bardziej otwarty na decyzje świeckich czy lokalnych społeczności) większej roli świeckich i realnej decentralizacji władzy.

O wszystkim tym podczas synodu rozmawiano, zastanawiano się nad możliwymi rozwiązaniami. Zaskakuje tylko, jak bardzo zamilczano jeszcze jeden problem, jakim jest istnienie homolobby i sporej homoseksualnej grupy księży. 80 procent przestępstw dokonało się wobec dorastających chłopców czy młodych mężczyzn, co oznacza, że homoseksualizm jest przynajmniej istotnym elementem problemu skandali seksualnych w Kościele. A o tym – co może zaskakiwać – w ogóle nie rozmawiano, nie pojawiły się wezwania do mocniejszego egzekwowania zakazu wyświęcania osób o trwale zakorzenionej skłonności homoseksualnej na księży czy czyszczenia struktur z takich...
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: