Miasto skuszonych milionerów. „Dubrownik w miniaturze”

Po Budvie można przechadzać się w tę i z powrotem. Niektórzy robią to z zamiłowania do spacerów wąskimi uliczkami okalanymi starymi murami miejskimi. Inni pędzą na kolejny dziś obiad. Jeszcze inni szukają okazji. Bo o pokusę tu niezwykle łatwo.


Nazywają go „Dubrownikiem w miniaturze”, „czarnogórskim Miami” albo po prostu „turystyczną stolicą kraju”. I faktycznie każde z tych trzech określeń ma swoje uzasadnienie. Po pierwsze, wąskie uliczki i domy pokryte czerwoną dachówką rzeczywiście kojarzą Budvę z zaułkami dubrownikowej Starówki. Po drugie, podobnie jak amerykańskie Miami, Budva stanowi łakomy kąsek dla wszystkich wielbicieli plaż i barów, zachęcając też do osiedlenie się tu kolejnych milionerów, o których nieco więcej za chwilę. Po trzecie, to właśnie tu rozwija się prężnie baza noclegowa, czyniąc z tego niewielkiego miasteczka jeden z najbardziej pulsujących ośrodków całego czarnogórskiego odcinka wybrzeża. Stąd też okolice Budvy to także najbardziej skomercjalizowany fragment czarnogórskiego odcinka Adriatyku.

I coś jeszcze. Przybywając do budviańskiej promenady, nietrudno poczuć się tutaj niczym na wybiegu wśród modelek. Wysokie, śniado opalone, piękne Czarnogórki atakują bezbronnych turystów z każdego zaułka. „Najładniejsze dziewczyny są tylko u nas! Nigdzie nie znajdziesz tylu pięknych kobiet!” – słychać gdzieś z boku rozmowę Czarnogórca z jego gościem. „A byłeś kiedykolwiek w Polsce?” – pada odpowiedź turysty. Pewnie taka wymiana zdań mogłoby trwać długo, a znając gorący temperament tutejszych mieszkańców, najprawdopodobniej rozmówcy prędzej by się pokłócili, niż doszli do jakiegokolwiek konsensusu. To jednak kolejny koloryt dla i tak pełnej barw rzeczywistości, nasłonecznionej promenady „turystycznej stolicy Czarnogóry”.

Czarnogórska Budva to najnowsze odkrycie spragnionych słońca i ciepłego morza mieszkańców północy Europy. Wobec rosnących co roku cen w Chorwacji i Słowenii turyści...
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: