Mesjasz po przejściach. Kłopoty francuskiego prezydenta

Emmanuel Macron wciąż przedstawiany jest jako rozwiązanie kłopotów Europy. Pytanie tylko, czy sprawy europejskie pozwolą mu uciec od własnych kłopotów, których mu nie brakuje.

„Macron kontra Salvini” – taki tytuł większość mediów nadałaby majowym wyborom do europarlamentu. Szef włoskiej Ligi próbuje stworzyć koalicję eurosceptyków, Macron pod swoje sztandary wzywa wszystkich zwolenników „coraz głębszej integracji”. – Chcemy wygrać bitwę idei w Europie i sprawić, że nasze idee będą rządziły Francją i Europą – powiedział Stanislas Guerini, stojący obecnie na czele partii Macrona La République En Marche.
LREM zyskała w styczniowych sondażach i ma niewielką przewagę nad Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen (odpowiednio 23,5 i 20,5 proc. poparcia), ale nadal nie wybrała lidera swojej europejskiej listy. Niewiadomą jest też to, na jaki wynik mogłaby liczyć ewentualna lista ruchu „żółtych kamizelek”. Jednak liczba mandatów uzyskanych w wyborach do PE to tylko jeden z problemów mesjasza Europy. Protesty i afery we Francji mogą spowodować, że cała jego kariera polityczna zawiśnie na włosku.

Krew na ulicach Republiki
Przez 12 weekendów protesty „żółtych kamizelek” miały różne stopnie intensywności, ale zawsze wspólny mianownik – przemoc. O nakręcanie spirali agresji najczęściej oskarżane są skrajnie lewicowe bojówki, które przy okazji demonstracji wznoszą barykady, dokonują aktów wandalizmu i prowokują starcia z policją. Jak jednak pokazał chociażby atak na siedzibę rzecznika francuskiego rządu, podczas którego przynajmniej część „żółtych kamizelek” uczestniczyła w forsowaniu bramy budynku za pomocą sprzętu budowlanego, odróżnienie prowokatorów od spokojnych demonstrantów nie jest wcale łatwe. Część zwolenników ruchu na pewno dostrzega, że akty przemocy podbijają polityczną stawkę i mogą zmusić rządzących do szybszego działania. „Żółte kamizelki” nie mają też struktury organizacyjnej i jednego lidera,...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: