Uchwycić co minione. W oczekiwaniu na wiosnę

Najpierw jest Wyżyna Lubelska i Powiśle. Potem Podlasie i Polesie Lubelskie. Na końcu zaś Roztocze i Nadbuże. W tej kolejności. Przez wszystkie przejdziemy w ciągu około dwóch godzin. Zanurzając się po drodze w leniwie sielankowej atmosferze staropolskiej wsi.

Staropolskiej wsi, takiej od Jana Kochanowskiego. Wsi spokojnej, wsi wesołej. Znanej z fraszek wielkiego mistrza. Ale także uchwyconej gdzie indziej niż tylko w literaturze. Bo także w Muzeum Wsi Lubelskiej.

Jako się rzekło, pierwsza jest Wyżyna Lubelska. Monumentalny wiatrak widać jeszcze z krajowej „siedemnastki” łączącej Warszawę z Lublinem. To znak rozpoznawczy tego miejsca. Ale my idziemy dalej. Do Miasteczka. W kierunku drewnianej zagrody, stajni. Wchodzimy do murowanej lepianki. Tutaj w środku wszystko pozostało tak, jakby gospodarz dopiero co wstał, posprzątał, posłał łoże i odmówiwszy poranny pacierz przed krucyfiksem postawionym pod oknem, wyszedł na orkę. Niedawno. Kilka minut temu.

Przechadzamy się po niewielkiej izbie, a pod nami swojsko skrzypią deski podłogi. U drzwi wisi lampion ze zgaszonym lontem świecy w środku. Jest i starannie pielęgnowany ogródek z sadzonkami. Chodźmy dalej. By minąć kapliczkę, z której bacznie przygląda się nam święty Jan Nepomucen. Po prawej szeroki dąb rozpościera cień nad ławeczką. W tej chwili zajętą. Jakaś mama dopiero co ukołysała na niej anielsko śpiące dziecko.

Ponad koronami drzew widać drewnianą wieżyczkę pobliskiego kościółka. Po drodze trzeba jeszcze minąć budynek wiejskiej remizy. Można podejść bliżej. I odczytać napisy na tabliczce wiszącej na płocie: „Remiza z Wilkowa”. Zaraz obok gmach szkoły z Bobrownik. Po lewej klimatyczny kurnik. Z zagrody nieśmiało wygląda spłoszony osioł. Między nogami biegają pisklęta. Po polu dumnie przechadza się piękny kogut. Wreszcie docieramy do wspomnianego kościoła. XVII-wieczny zabytek dumnie wznosi się nieco na uboczu Miasteczka. Za nim już tylko skarpa i...
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: