Boże, chroń fanatyków!

Tytułowe hasło pochodzi z oprawy, jaką zaprezentowali swego czasu kibice warszawskiej Legii. Choć fani stołecznego klubu i mojej Cracovii sympatią się nie darzą, to akurat to hasło przypomniało mi się, gdy w sobotę okazało się, że mój serdeczny krakowski kolega Stanisław Malec dokonał niesamowitej rzeczy.

Sobotni mecz Cracovii z Pogonią Szczecin był pięćsetnym z rzędu meczem „Pasów”, na którym był Staszek. Czy deszcz, czy śnieg, czy przeziębienie, choroba, zmęczenie – jeździł i jeździ, gdziekolwiek Cracovia grała. Zawsze z nieodłącznym aparatem i komputerem, z relacją dla tych kibiców „Pasów”, których „coś innego” zatrzymało w domach, w pracy czy gdziekolwiek
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: