Śląsk na tym skorzysta, stracą grupy interesów.

– Nie spodziewałem się takiej skali hejtu. Natomiast jeżeli Pan pyta, czy zrobiłbym to po raz drugi, to tak – zrobiłbym – mówi śląski radny, wicemarszałek Wojciech Kałuża, były już działacz Nowoczesnej, który podpisał porozumienie z PiS i stał się ofiarą hejtu. Co o tym myśli? Jak wyglądały rozmowy z politykami PiS? Dlaczego podjął taką decyzję? O tym opowiada w pierwszym wywiadzie, jakiego udzielił od czasu wyborów. Z wicemarszałkiem Wojciechem Kałużą rozmawia Grzegorz Broński.


Jeszcze dwa tygodnie temu był Pan wprawdzie znany na terenie Śląska, ale poza nim pozostawał anonimowy. Obecnie Wojciech Kałuża pojawia się na okładkach gazet, jest w serwisach największych stacji telewizyjnych. Spodziewał się Pan takiej reakcji, gdy podejmował decyzję o odejściu z Nowoczesnej i podpisaniu porozumienia z PiS w sejmiku województwa śląskiego?

Wiedziałem, że z pewnością wywoła to jakąś reakcję, ale nie spodziewałem się, że aż taką.

Czy mówimy o zainteresowaniu medialnym i złości byłych kolegów z Nowoczesnej, czy też ma Pan na myśli hejt, jaki wybuchł?

Ten obrzydliwy hejt jest szczególnie dla mnie ciężki. To odbijanie się nie tylko na mnie, lecz także na mojej rodzinie. Jak się jest w polityce, to człowiek trochę się na pewne rzeczy uodparnia. Natomiast najbliżsi – nie, i oni najbardziej to odczuwają, cierpią. Bezpośrednio akty agresji nie są kierowane do moich najbliższych, są jednak SMS-y, telefony mniej lub bardziej „miłe”. Na szczęście nie w takiej skali jak wobec mnie.

Padł Pan ofiarą hejtu, który w Polsce nie był jeszcze spotykany. Bywały kłótnie na sali plenarnej Sejmu, bywały skandaliczne twitterowe wpisy, ale Pan jest niewyobrażalnie obrażany, pojawiają się nawet groźby pobicia...

(Ciężkie westchnienie) Wiele się mówi, żeby w polityce nie używać języka nienawiści, żeby próbować ten język łagodzić, a tu wszystko wybuchło nie ze...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: