Gender w służbie prawdy

Czy ideologia gender może się przydać do czegoś pozytywnego? Czy można ją wykorzystać do dobrych rzeczy? Odpowiedź brzmi: tak, i to bez większych problemów. A przykładem, i to znakomitym, jest działanie Barry’ego O’Sullivana, australijskiego parlamentarzysty, który dla dobrej sprawy oznajmił, że zgodnie ze standardami genderowymi on – akurat tego konkretnego dnia – czuje się kobietą. Dlaczego?

Otóż O’Sullivan jest zdecydowanym przeciwnikiem aborcji i nie kryje się z tym. I właśnie za to od bardzo dawna jest atakowany przez feministki, które ostatnio do spółki z liberalnymi mediami rozpoczęły akcję dyskredytowania mężczyzn wypowiadających się na temat aborcji, bo rzekomo z tego względu, że nie są oni kobietami, to nic o niej nie mogą powiedzieć. Polityk z ogromnym poczuciem humoru odpowiedział, i to przed parlamentem, że w takim razie on jest kobietą. – Chciałem dziś zadeklarować, że moim gender jest bycie kobietą, i w związku z tym nie możecie mnie dłużej atakować – oznajmił. Deklarację tę, choć obnaża ona raczej absurdalność poglądów zarówno aborcjonistów, jak i genderystów, media potraktowały niezwykle poważnie i na przykład w Wikipedii zmieniono wszystkie zaimki osobowe tak, by podkreślić nową płeć kulturową O’Sullivana. Poczucie humoru i zwykła inteligencja są jednak zupełnie obce przynajmniej części lewicy. Tak się bowiem składa, że… decyzja parlamentarzysty pokazuje raczej absurd poglądów liberalnej światopoglądowej części opinii publicznej, która uznaje, że ciąża jest sprawą wyłącznie kobiety (choć tak się składa, że do jej powstania konieczny jest mężczyzna) i że płeć jest tylko sprawą kulturową. Polityk pokazał ich idiotyzm, a oni skwapliwie potwierdzili, że miał rację. 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: