Człowiek z teczki

Dodano: 27/11/2018 - Nr 48 z 28 listopada 2018

Felieton [Wrzutka]

Upalnym latem 1980 roku z kręgów tygodnika „Polityka” wypłynęła opinia na temat przywódcy robotniczego protestu w Gdańsku – „cwany żulik”. Za to określenie byliśmy gotowi wydrapać oczy. Pamiętam, jak godzinami z zespołem radia na Myśliwieckiej, który in corpore wstąpił do Solidarności, wysłuchiwaliśmy przemówień przewodniczącego, interpretując wszystko na korzyść jego i sprawy. Gdy wypływały informacje o kontaktach z SB, mówiliśmy: prowokacja! Były momenty, gdy prywatne interesy elektryka z Popowa były zbieżne z celami jego ojczyzny. Ale w końcowym rozrachunku nie potrafiły przeważyć. Kiedy? Chyba w momencie, gdy Wałęsa wygrał z Mazowieckim, a „Bolek” zaczął niszczyć własną legendą. Najgorsze, że własnej degradacji nie zauważył sam bohater. Prawdopodobnie z czasem sam uwierzył w to, że jest mężem opatrznościowym, który bez niczyjej pomocy obalił komunizm. Jakoś nie widział, że zwolennicy odwracają się od niego z zażenowaniem. Pierwszą przegraną z Kwaśniewskim mógł
     
50%
pozostało do przeczytania: 50%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze