Futrzarski kozioł

– Halo, policja? Proszę przyjechać na Fejsbuka! – taki internetowy żarcik przypomniał mi się, gdy zobaczyłem, że przedstawiciele „Polskiego Przemysłu Futrzarskiego” złożyli zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez hodowcę, którego działalność opisałem na portalu społecznościowym. Było tak: wspólnie z Jackiem Liziniewiczem i aktywistami z organizacji zajmujących się ochroną zwierząt wybraliśmy się na jedną z ferm zwierząt futerkowych – „pereł polskiego rolnictwa”.

Na miejscu zastaliśmy niewyobrażalny syf, padłe zwierzęta, urągające wszystkiemu warunki hodowli i przede wszystkim zadowolonego z siebie „hodowcę” – „rolnika polskiego”, jak przedstawiani są w mediach zerwiskórkowcy. Rzecz wywołała oczywiste oburzenie, a całości dopełniły porażające zdjęcia, wykonane przez fotografa „GP” Konrada Falęckiego. Tak zwany „polski przemysł futrzarski” postanowił jednak przekuć tragedię tych zwierząt na swój sukces. Oto do naszej redakcji trafiła informacja, że panowie „hodowcy” zrzeszeni w „przemyśle” złożyli zawiadomienie na kolegę po fachu. Chcą udowodnić, że jego ferma to tak naprawdę wrzód na zdrowym ciele branży, przypadek potwierdzający regułę (którą ma być doskonały dobrostan zwierząt) i tak dalej. Co ciekawe, domagają się przesłuchania na tę okoliczność mnie, jako naocznego świadka upadku człowieczeństwa na fermie pod Zambrowem. Jednym z argumentów przeciwko oprawcy ze śmierdzącej fermy ma być to, że nie był on członkiem żadnego ze związków hodowców. Tym łatwiej zrobić z niego czarną owcę i wybielić się na jego tle. Oczywiście, wezwą – pójdę. Zabiorę ze sobą wszelkie informacje o fermie, także tą, że obecny na niej podczas naszej wizyty powiatowy lekarz weterynarii nie stwierdził rażących uchybień, więc to zapewne nie wypadek przy pracy, lecz smutny standard. Ale ewentualna sprawa w sądzie przeciwko futrzarskiemu kozłowi z Zambrowa może być świetną okazją do pokazania po raz kolejny opinii publicznej rzeczywistego obrazu „...
[pozostało do przeczytania 5% tekstu]
Dostęp do artykułów: