Skrócić i połączyć, czyli przymiarki do wyborów

W świecie polskiej polityki zdarzyło się już tak wiele, że wymyślanie scenariuszy political fiction jest zajęciem dla wyjątkowych malkontentów. Dziś jednak opiszę taki właśnie scenariusz – tym ciekawszy, że całkiem prawdopodobny i, jak wieść niesie – nęcący partię rządzącą, czyli ucieczka do przodu.

Na wstępie zaznaczę – redaktor naczelny Tomasz Sakiewicz twierdzi, że był taki pomysł, ale od niego odstąpiono. Zapewne szef jest lepiej poinformowany od szeregowego skryby, ale i do mnie dochodziły sygnały, że w Prawie i Sprawiedliwości poważnie rozważana jest (była) możliwość skrócenia kadencji Parlamentu i połączenia przyszłorocznych wyborów – europejskich i tych, w których wybierzemy posłów i senatorów. Dlaczego?

Wieś (nie) pójdzie głosować
Powodów jest co najmniej kilka. Tym najważniejszym jest chęć jak najszybszego ustabilizowania władzy na kolejne cztery lata. W polityce rok to mnóstwo czasu i nikt nie jest w stanie przewidzieć, co przyniesie. Dobry wynik w wyborach samorządowych, w których PiS otrzymał 33 proc. głosów, pokazuje, że i dziś partia Jarosława Kaczyńskiego nie miałaby problemów z wygraniem wyborów parlamentarnych. Co więcej, jeśli przeanalizować poprzednie lata, PiS mógłby liczyć na jeszcze lepszy rezultat, mogący dawać nawet samodzielną większość. Tyle że to stan na dziś, a wybory są za niemal rok.
Okopywanie się totalnej opozycji w bunkrach wielkich miast, nieustająca medialna ofensywa, straszenie rzekomym polexitem – to wszystko może przełożyć się na nie najlepszy wynik Prawa i Sprawiedliwości w zaplanowanych na 26 maja 2019 r. wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jeśli dodać do tego plotki o tym, że Koalicja Obywatelska ma wystawić listę złożoną z takich lokomotyw jak Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller, Bronisław Komorowski i inni „wielcy”, może to oznaczać, że mobilizacja kosmopolitycznego elektoratu wielkich miast będzie ogromna. Warto przy tym dodać, że w 2014 roku...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: