Zabawne urwisy z Limy. Niepowtarzalny uliczny chaos

Gdyby ktoś znalazł się w Limie tylko na jeden, jedyny dzień, pierwszy raz w życiu, i miał możliwość zapamiętania tylko jednej, najbardziej rzucającej się w oczy, rzeczy, to z całą pewnością byliby to właśnie oni. Autobusowi naganiacze.

– Halo! Stop! Stop! Ja tu wysiadam! – w ścisku pasażerskiego tłoku słychać kobiecy głos.
– Señora, mi amor… – pada odpowiedź chłopaka stojącego w otwartych drzwiach na wpół zdezelowanego busa. – Piękności ty moja, wcześniej z takimi życzeniami, wcześniej...
– Ale ja naprawdę muszę tutaj! Por favor!
– Dobrze, dobrze… Bez paniki. Sin nervios! Już stajemy, już... – pisk opon i bus staje pośrodku ruchliwej ulicy. A objuczona zakupowymi torbami kobiecina rozpoczyna walkę z tłumem pasażerów tarasujących wejście. Tutaj raczej nikt sam z siebie się nie ruszy. Przy pobliskim krawężniku zdążyła się już zgromadzić grupka chętnych do wejścia pasażerów. Kto wyjdzie, może już z powrotem nie wrócić. A przeciskająca się z torbami pani da sobie jakoś radę.
– Bien! Vamos! – krzyczy w stronę kierowcy ubrany w czapkę z daszkiem chudzielec. Ma nie więcej niż 18 lat. Szofer już wie, że można odjeżdżać.

Lima. Największe miasto Peru. Zgrzyt skrzypiących kół zdezelowanych aut. Ciągły jazgot klaksonów. Smród zużytych silników. Odgłosy uderzających o siebie zderzaków. Jedna z najbardziej chaotycznych siatek komunikacyjnych na kontynencie. Opisany wyżej nastolatek krzyczący do kierowcy to tzw. naganiacz. Na pokładzie autobusu człowiek od zadań specjalnych i współpracownik kierowcy. Myślę sobie, że jeśli ktoś byłby w peruwiańskiej Limie tylko jeden, jedyny dzień, pierwszy raz w życiu, i miał możliwość zapamiętania tylko jednej, najbardziej rzucającej się w oczy rzeczy, z całą pewnością byliby to właśnie oni. Bo „naganiaczy” nie sposób nie zauważyć. A już na pewno nie usłyszeć.

– Caaarabaaayllo! Caaarabaaayllo! – wrzeszczy z nadjeżdżającego pojazdu wychylony przez wejściowe drzwi...
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: