PSL wraca do korzeni

Za każdym razem, gdy piszę o PSL-u, komentarze internautów są dla mnie bezlitosne. „To nie jest żaden PSL, to ZSL”, „Obrażasz pan Mikołajczyka, pisząc o tych komuchach, że to PSL” – to tylko przykładowe wypowiedzi, które zwyczajowo znajdują się pod moimi tekstami. Rzeczywiście, ostatnie dni pokazują, że obecnym „ludowcom” bliżej do powojennej przybudówki PZPR-u niż do tradycji, na którą się powołują.

Wiejscy bonzowie pokazują dzisiaj swoją prawdziwą twarz. Z dnia na dzień zakończyła się w partii demokracja. Władysław Kosiniak-Kamysz zakazał koalicji z PiS, bo chce łączyć się z Platformą Obywatelską i SLD. Dziś już wyraźnie widać, że ludowcom nie chodzi o żaden program, a ich konserwatywna twarz to jedynie maska dla gawiedzi. Po 1989 r. czerwonym rolnikom opłacało się udawać przywiązanych do tradycji i wartości polityków, bo współpraca z Kościołem przekładała się na głosy, a tym samym na stanowiska. Dzisiaj PSL przemalowuje się na tęczowo i dołącza się do lewicowej tradycji, ponieważ taka jest mądrość etapu. Ludowcy idą w lewo i już pewnie obmyślają, jak nieść ideologię gender pod wiejskie strzechy i tłumaczyć, że obok byka i krowy jest jeszcze trzecia droga. A drób powinien sobie wybrać, czy jest kurą czy kogutem. Nie można dać PSL-okom chwili oddechu i należy ich pytać, czy, podobnie jak Katarzyna Lubnauer, wspierają aborcję na żądanie, czy są za podniesieniem wieku emerytalnego, likwidacją CBA i IPN-u? To są przecież dziś postulaty obozu, do którego wchodzą. Jak rozumiem po to, aby było tak, jak było.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: