Waga znaków

Są rzeczy, które nieustannie mnie zaskakują. Nie, nie dlatego, iż nie wiem, że się zdarzają, nie dlatego, że nigdy ich nie widziałem, ale dlatego, że ich nie rozumiem. Tak jest na przykład z odrzucaniem symboli, które nie tylko coś znaczą, lecz także chronią nas przed pewnymi sprawami. Przykład? Koloratka i obrączka. Od jakiegoś czasu widzę, jak i jedno, i drugie powoli wypierane jest z obiegu.

Niektórzy księża przekonują, że… oni nie czują się swobodnie, gdy pod szyją trzymają białą blaszkę, że nie są w stanie normalnie funkcjonować, a do tego nie wszędzie mogą w niej wejść. I choć można by zadać żartobliwe pytanie, gdzie oni chodzą, że koloratka jest tam przeszkodą, to o wiele poważniejszy jest inny problem, który widać też w nienoszeniu obrączki. Dlaczego mężczyźni wstydzą się swojego powołania? Co chcą ukryć? Koloratka czy obrączka są przecież istotnym symbolem, który – po pierwsze – sygnalizuje innym: jestem zajęty, nie interesują mnie nowe związki, nie trać na mnie czasu. Po drugie – to znak pewnej stałości w świecie: są ludzie, dla których wierność jest ważna i którzy mają być dla kogoś innego jak opoka. I wreszcie – to zabezpieczenie dla osoby, która nosi obrączkę, bo to znak, który zawsze przypomina, że mam być wierny, że pewnych rzeczy mi nie wolno. Każdy ma pewnie jakieś chwile słabości, głupie pomysły i spojrzenie na obrączkę to jedna z metod, by je odrzucić, by wrócić do pierwszej miłości.  A dla mnie, pewnie dla innych też, obrączka to jeszcze niesamowity katalizator wspomnień. Gdy na nią spojrzę, od razu przypomina mi się dwadzieścia lat mojego życia z Małgosią, wspólnego budowania, radości i smutków, trudności i wyzwań. I dlatego nie potrafię jej zdjąć. Ona już wrosła w moje palce.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: