O czym ten synod

Sprawy nie zawsze tak się mają, jak wyglądają na pierwszy rzut oka czy jak są opisywane. I wiele wskazuje na to, że tak jest z synodem na temat młodzieży, który rozgrywa się obecnie w Watykanie. Jego głównym tematem, przynajmniej medialnym, wcale nie jest bowiem młodzież, lecz… homoseksualiści. I bardzo przypomina to sytuację z synodów na temat małżeństwa i rodziny, gdzie głównym tematem były rozwody. Skąd tak mocna teza? Z analizy sytuacji.

Nie jest przecież przypadkiem, że już w dokumencie presynodalnym znajdujemy sformułowanie „osoby LGBT”, którego jak lwy bronili przed konserwatystami i abp. Chaputem główni architekci synodu. Nie jest też przypadkiem, że zapisy na temat homoseksualizmu znajdują się już w części raportów grup językowych, a na briefingu podsumowującym obrady wystąpiła młoda dama, która z pasją przekonywała, że „Kościół musi otworzyć ramiona na przyjęcie i zaakceptowanie homoseksualistów”. – Kościół musi być bardziej inkluzywny. Musimy pomóc naszym braciom i siostrom, którzy mają inną orientację seksualną, ale chcą być częścią Kościoła – głosiła Silvia Teresa Retamales Morales, świecka delegatka na synod. Tak, wiem, że to tylko jedna z wypowiedzi, ale przypomnę, że jednym z głównych architektów dokumentu synodalnego jest abp Bruno Forte. To ten, który wpisał w dokument o małżeństwie passus odrzucony przez ojców synodalnych na synodzie o rodzinie. Później i tak do dokumentu polecił go wprowadzić papież. Wiele wskazuje więc na to, że już wiemy, co zmieni ten synod, a dokładnie, co ma rozwodnić i rozcieńczyć. Czy mam rację? Jak zwykle napiszę: mam nadzieję, że nie. Ale obawy pozostają.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: