W cieniu Nursułtana

Lotnisko nosi imię urzędującego prezydenta państwa, główny uniwersytet w stolicy kraju także za patrona ma człowieka, który rządzi Kazachstanem jeszcze od czasów komuny. Nursułtan Nazarbajew − bo o nim mowa − był pod koniec Związku Sowieckiego I sekretarzem partii komunistycznej w „Kazachskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej”, jak to wtedy określała nomenklatura polityczno-geograficzna. Sowietów dawno nie ma, komuna padła (choć akurat w Kazachstanie kompartia istnieje, zmieniła w tych dniach genseka na znacznie młodszy model, który nazywa się Ajkun Konurow) − a Nazarbajew dalej jest i rządzi.

Ma władzę, ma niemal wszystko − ale jednego nie ma i raczej mieć nie będzie: dziedzica. W kuluarach Astany mówi się, że człowieka, który dziewiątym co do wielkości krajem świata rządzi już trzy dekady, zastąpi po śmierci przedstawiciel rządzącej partii Nur  Otan, a nie członek rodziny Nazarbajewów. Nursułtan jest bardzo mocny, jednak chyba nie na tyle, aby prezydentura została w rękach jego klanu. To będzie decyzja klanu politycznego, a nie rodzinnego. Nie słyszałem innej narracji niż taką właśnie − a rozmawiałem i z politykami rządzącej formacji, i z kazachskimi dyplomatami. Jednym słowem, Astana nie pójdzie w ślady Baku, gdzie prezydenta Heydara (Gajdara) Alijewa zastąpił prezydent Ilham Alijew (syn), ale też nie pogrąży się w wojnie domowej jak sąsiad Kirgistan, który co dekadę szarpany jest paroksyzmami krwawych walk ulicznych i przewrotów podsycanych przez Rosję. A tak na marginesie: azerski Alijew senior też był kiedyś I sekretarzem kompartii w sowieckiej republice. To po prostu taka postsowiecka transformacja...
Rosja traci powoli wpływy w tej wielkiej części swojego dawnego terytorium, ale cały czas jest w grze i w Azji Środkowej czuć charakterystyczny dla rosyjskiego niedźwiedzia zapach siarki. W samym Kazachstanie co piąty obywatel to Rosjanin, mimo swoistej „kazachizacji” kraju, dokonywanej przez rodowitych mieszkańców tych...
[pozostało do przeczytania 29% tekstu]
Dostęp do artykułów: