Gorzkie zwycięstwo

W związku z gradacją kornika w Lasach Bawarskich i zachowaniem Niemców, którzy najzwyczajniej w świecie wycinają zarażone przez owada drzewa, wiele osób zaczęło stawiać pytanie: o co chodziło w Puszczy Białowieskiej? Moim zdaniem o to co zawsze, czyli o politykę. Profesor Jan Szyszko przychodząc do resortu środowiska, podjął rękawicę i dążył do przecięcia układów, które wytworzyły się na poletku ochrony przyrody w Polsce.

Dofinansowanie z budżetu państwa przestało płynąć do organizacji ekologicznych i podjęto szereg decyzji administracyjnych. Planowano zreformować GDOŚ, RDOŚ, powołać Agencję Środowiskową w miejsce nieskutecznych WIOŚ-ów, a jednocześnie twardo obstawano przy dotychczasowym modelu leśnictwa i rolnictwa. To oczywiście się nie podobało. I żeby Państwo nie mieli wątpliwości – nie tylko opozycji, lecz także wielu politykom PiS-u, którzy lobbowali za zniszczeniem PZŁ-u i strukturalnymi zmianami w Lasach Państwowych. Oczywiście organizacje ekologiczne w tej zabawie dużych misiów były tylko pionkami. Miały doprowadzić do tego, że prof. Szyszko przestanie pełnić funkcję. Na dziś zrobiły już swoje i mogą odejść, płacąc za to zresztą wysoką cenę, bo chyba nikt już nie ma wątpliwości, że to polityczne wycieruchy. W ostatnich miesiącach PiS podjął szereg działań, które za prof. Szyszko wywołałyby ogromne awantury: dopuszczenie, na życzenie plantatorów rzepaku, stosowania morderczych dla pszczół pestycydów, zwiększenie uprawnień służb środowiskowych, informacje dot. wybicia wszystkich dzików na terenie Polski, poluzowanie kajdan w sprawie odstrzału gatunków chronionych itd. Czy którąś z tych spraw tak naprawdę się zajęto? Nie. Bo nikt nie ma w tym politycznego interesu. Gorzką satysfakcją może być dla prof. Szyszko to, że dziś PiS mówi jego językiem w sprawie ekologów. To zawsze coś, ale pozostaje pytanie: skoro miał rację, to dlaczego musiał opuścić stanowisko?
 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: