Rozdroża Ameryki Południowej

Czy może powiedzieć Pan coś więcej o Peru? Bo o Chile i Kolumbii mamy pewną wiedzę.

Peru jest obecnie jednym z najszybciej rozwijających się krajów Ameryki Południowej. W tym roku przewiduje się wzrost w wysokości 8 proc. PKB. Indeks wolności gospodarczej Heritage za 2010 r. dał Peru jeden z największych awansów. Tamtejsza gospodarka plasuje się teraz na 45. miejscu w tym rankingu. O ile sytuacja polityczna kraju pozostaje niepewna, o tyle zmiany gospodarcze są bardzo prorynkowe. Warto dodać, że od 2007 r. Peru obowiązuje ratyfikowana w obu krajach umowa o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi. Ale, jak twierdzi Marco Vargas Llosa, tegoroczny laureat literackiej Nagrody Nobla, każde wybory w Peru mogą diametralnie zmienić sytuację kraju, zawracając go do punktu wyjścia.

Czy ten zwrot na prawo można również odnieść do Brazylii, największego kraju kontynentu? Początkowo obawiano się, że Lula de Silva okaże się drugim Chavezem. Ale w czasie swoich rządów był raczej pragmatyczny. Nie tak dawno odbyły się tam wybory prezydenckie, wygrane przez Wilmę Rousseff. Jak będzie teraz?

Rousseff na pewno jest bardziej lewicowa aniżeli jej poprzednik. Powiedziałbym jednak, że przykład Brazylii jest kopią tego, co miało miejsce w Urugwaju. Prezydent Tabace Vazquez był popierany przez bardzo skrajnie lewicowe środowiska, a po wyborze zmienił front, podobnie jak Lula.

Brazylia to jednak ogromny kraj o wielu różnych, często sprzecznych, interesach. Mamy na południu kraju wielkich przedsiębiorców, mamy również potężną grupę ludzi skupionych wokół Ministerstwa Spraw Zagranicznych, tzw. Itamaraty. Musi więc być rządzony metodą konsensusów. To wymusza na zwycięzcach prowadzenie polityki bardziej umiarkowanej.

Myślę również, że wyborcy w wielu krajach, obserwując poczynania Chaveza, wolą oddać ster rządów w ręce umiarkowanych polityków.

Proszę też zwrócić uwagę, że Brazylia to kraj...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: