Teatr dla naiwnych

Platforma Obywatelska z opozycyjnymi przyległościami postawiła sobie za punkt honoru pokazać światu, że w Polsce mamy dyktaturę i właściwie nie można już mówić o żadnej demokracji. Ponieważ dzieje się tak już trzeci rok, od momentu, gdy PiS jeszcze nawet nie powołał rządu, to w zasadzie w naszym kraju przestaje to robić wrażenie na kimkolwiek. No, ale dla zagranicy pozór zachować trzeba za wszelką cenę.

W miniony piątek miałem okazję uczestniczyć w Zgromadzeniu Narodowym organizowanym przez PO przy ulicy Foksal. Powiem Państwu jedno – wyglądało to nie rewolucyjnie, lecz komicznie. Na scenie patetyczne słowa o końcu demokracji i dyktaturze, a na trybunach w pierwszym rzędzie Bronisław Komorowski i Bogdan Borusewicz śpią jak susły. W tylnych rzędach piknikowa atmosfera, coś jak na studenckiej auli na wyjątkowo nudnym wykładzie, na którym jednak trzeba być, bo sprawdzana jest obecność. Uśmiechy. Kawka w kuluarach. SMS-y. Rozmowy telefoniczne. Ziewanie. Czasem ktoś robi zdjęcie. Czasami komuś przypomni się, żeby zacząć klaskać. Przeważnie po słowach „PiS” i „Jarosław Kaczyński”. Po uczestnictwie w takim „evencie” nie jestem już w stanie nawet udawać, że ta paplanina ma jakikolwiek sens i wynika z realnej troski o Polskę oraz standardy w naszym kraju. Oczywiście część ludzi nadal będzie w to wierzyć. Ale przecież zdarzają się tacy, którzy przychodzą do Pawła Lubicza z telenoweli „Klan” po receptę, nie rozumiejąc, że aktor nie może przepisywać leków. No i pewnie przedstawienie działa na ekspertów z zagranicy, którym Sąd Najwyższy myli się z Trybunałem Konstytucyjnym, a Warszawa z Moskwą. Teatr dla naiwnych. Szkoda, że kosztem interesu Polski.

 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: