Antyaborcyjna krucjata w kinie

Jest to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Na palcach jednej ręki można policzyć artystów, którzy walczą z aborcją. Do niedawna wiele wypowiedzi amerykańskich celebrytów na temat aborcji szokowało w naszym kraju. Dziś, po wystąpieniach Marii Czubaszek, nie robią już tak wielkiego wrażenia. Nie zmienia to faktu, że być dziś w Hollywood pro-life oznacza wykluczenie z „pewnych kręgów”. Jednak nie brakuje takich, którzy decydują się na taki krok. I okazuje się, że nie są z góry spisani na straty.

Wybaczyć gwałcicielowi…

W zeszłym roku na ekrany amerykańskich kin wszedł obraz „Loving the Bad Man”. Producenci reklamowali go hasłem: „Czy naprawdę wybaczyłabyś człowiekowi, który cię zgwałcił? Czy dokonałabyś aborcji dziecka poczętego w gwałcie?” Film opowiada historię 23-letniej Julie Thompson, która jest wychowywana w dalekim od chrześcijańskich wartości domu. Jej ojciec jest ateistą, a matka „letnią” chrześcijanką. Julie nie potrafi nawet zrozumieć, że jedna z osób w jej rodzinie ma konserwatywne poglądy i jest chrześcijaninem „na poważnie”.

I właśnie taka dziewczyna zostaje zgwałcona i zachodzi w ciążę. Julie musi zderzyć się ze swoją wiarą i etyką. Nagle pojawia się pytanie: czy można zabić niechciane dziecko nienarodzone? Czy gwałt usprawiedliwia abortowanie człowieka w jego prenatalnej fazie rozwoju? „Bóg by wybaczył” – mówi matka, sugerując, by córka dokonała aborcji. Krytycy, którzy widzieli film, podkreślali, że kwestia aborcji, w bardzo niepoprawny politycznie sposób, uderza w panującą obecnie ideologię. Tom Conigliaro, producent wykonawczy filmu, zapewnia jednak, że obraz nie jest o gwałcie, ale o tym, co dzieje się po nim. Reżyser Peter Engert utrzymuje, że film opowiada o „wybaczeniu i odkupieniu w najbardziej skrajnych okolicznościach”. „Ufam Bogu i wierzę, że ten film dotknie ludzi żyjących w zsekularyzowanym świecie” – uzupełniał po premierze filmu Stephen Baldwin, który w pewnym momencie swojego życia...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: