Western z dinozaurami

Współczesna literatura popularna przyzwyczaiła nas do „życia po życiu” najbardziej popularnych autorów. Mijają lata, nawet dekady od ich śmierci, a ciągle znajdują się pomysły rozwijane przez niezmordowanych kontynuatorów. Rzadziej zdarza się odkrycie niepublikowanych prac z czasów, zanim mistrz zdobył popularność.

I przeważnie są to dzieła, na które potencjalni wydawcy odpowiadają: „Na druk jeszcze za wcześnie”. „Smocze kły” powstały, zanim Michael Crichton znalazł swoją złotą żyłę w postaci naukowej fantastyki, a sukces „Parku jurajskiego” przyniósł mu sławę i fortunę. Opublikowany ostatnio utwór jest zapowiedzią zdradzającą zainteresowania, które się rozwiną w wieku dojrzałym. Widać też fascynacje „Światem zaginionym” Conan Doyle’a, w którym autor „Sherlocka Holmesa” w dżungli Gujany ożywił wymarły świat dinozaurów. Inspiracja jest czytelna, a rywalizujący profesorowie paleontologii wydają się replikami swych postaci sprzed blisko wieku. Nie ma natomiast fantastyki – młody autor nie zdecydował się, czy chce napisać kolejny western rozgrywający się na Dzikim Zachodzie, czy coś bliższego późniejszemu thrillerowi. Zresztą świat amerykańskiego westernu, nasycony realiami, konfliktami i humorem, stanowi najważniejszy walor powieści, w której kości olbrzymich gadów i prowadzone wykopaliska są jedynie tłem. Miłośnicy powieści akcji mogą być rozczarowani, fabuła jak na literaturę tego typu postępuje dość wolno, a zwroty akcji są rzadkie i przewidywalne. Pojawianie się postaci historycznych, może poza braćmi Earpami, nie zostaje wykorzystane, a kontakt bohatera z Robertem Louisem Stevensonem, ojcem powieści fantastyczno-sensacyjnej, nie musiał ograniczać się do krótkiego spotkania. Ale może stawiam zbyt wielkie wymagania brulionowemu zapisowi pomysłu, którego sam autor nie zdecydował się nigdy opublikować. Mimo że pozostał wierny fascynacji wielkimi gadami.

Michael Crichton „Smocze kły” Rebis Poznań 2018
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: