Sarmata, koń, byk i głupi(a)...

Felieton [Widziane z Brukseli]

Jestem typowym Sarmatą, a typowy Polak-Sarmata to chodząca przekora. Uwaga: nie mylić z przecherą. Jak wszyscy gromią ‒ zastępując Zeusa gromowładnego – naszych piłkarzy, to ja wręcz przeciwnie, chwalę. Oczywiście piłkarzy siatkowych, a nie nożnych. Jak pytają mnie o wynik 3:0, to ja od razu z kamienną twarzą odpowiadam, że bardzo się cieszę z wyniku 3:0 i zanim twarz rozmówcy (np. dziennikarza TVP Krzysztofa Ziemca) całkiem zastygnie w osłupieniu, trochę się tym sycąc, ale skracając męki, informuję, że chodzi mi o wynik 3:0 w meczu siatkówki z Australią, a nie 0:3 w meczu Polski z Kolumbią. Bo nasi ogolili do zera kangurów na ich terenie, co dało im awans do tzw. Final Six, czyli turnieju finałowego Ligi Narodów (dawna Liga Światowa), który odbędzie się na początku lipca we Francji. Gdy nasi siatkarze, wśród których roi się od byłych mistrzów Europy i globu, kadetów oraz juniorów, będą walczyć o medale, naszych piłkarzy dawno już w Rosji nie będzie. A ponieważ żem
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze