PATRONI NASZYCH ULIC

Pamiętam usłyszaną przed laty rozmowę dwóch kobiet w autobusie: „Pójdzie pani Woroniczą prosto, a potem skręci pani w prawo w Komarową”; takiej „odprzymiotnikowej” formy użyła jedna z pań, informując drugą. Była całkowicie nieświadoma faktu, że żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku biskup Jan Paweł Woronicz jest patronem ulicy Woronicza, zaś ulicy Komarowa (dziś Wołoska) – radziecki kosmonauta Władimir Komarow.

Całkiem niedawno okazało się też, że mieszkańcy ulicy im. „Małego Franka” w Warszawie nie mieli pojęcia, kim jest jej patron. Myśleli, że to był chłopiec, który zginął w Powstaniu Warszawskim. Toteż gorąco zaprotestowali, kiedy wojewoda w ramach akcji dekomunizacji próbował zmienić tę nazwę na ulicę im. Inki Siedzikówny. Rzeczony „Mały Franek”, czyli Franciszek Zubrzycki, był członkiem organizacji stalinowskich, a akcje partyzanckie GL, w których brał udział, miały charakter głównie propagandowy i nie dotyczyły żadnych działań antyniemieckich. W Poznaniu skwer naprzeciw Szpitala Miejskiego im. Raszei zostanie nazwany skwerem Doktora Józefa Granatowicza. Stanie się to w najbliższą niedzielę w ramach obchodów rocznicy Poznańskiego Czerwca. Mijają właśnie 62 lata, od kiedy Poznań stał się widownią krwawej rozprawy komunistów z robotnikami. Szpitalem Miejskim nr 2 w Poznaniu kierował w tym czasie doktor Józef Granatowicz. Miał już za sobą piękny patriotyczny życiorys. Urodzony w Moguncji, wrócił do Polski, by ochotniczo walczyć w wojnie polsko-bolszewickiej. W Poznaniu ukończył medycynę. W czasie okupacji pracował w warszawskiej Klinice Omega, gdzie współdziałał z polskim podziemiem, m.in. uratował życie ciężko rannemu uczestnikowi zamachu na Kutscherę. Gdy wybuchło powstanie, Omega przekształcona została w powstańczy lazaret. Po jego upadku dr Granatowicz zdołał wywieźć z Warszawy wyposażenie lecznicy, co pozwoliło mu na zorganizowanie w Brwinowie szpitala chirurgicznego. Po wojnie wrócił do Poznania, gdzie otworzył Klinikę...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: