Szturm

Na stronie internetowej Krucjaty Różańcowej w Polsce organizatorzy zamieścili apel, w którym czytamy: „Weźmy przykład z Węgrów. Przemiany, które podziwiamy w ich ojczyźnie, nie wydarzyły się same z siebie. Oni je sobie wymodlili”.

Narodowe zwycięstwo

Faktycznie, już w latach 40. XX w. prymas Józef Mindszenty wezwał rodaków do odmawiania Różańca. Mindszenty zapowiedział, że potrzeba co najmniej 10 proc. Węgrów, którzy codziennie będą się modlić z różańcem w intencji ojczyzny, a uda się podźwignąć kraj z najgorszych nawet trudności.

Gdy w  2006 r. lewicowe rządy doprowadziły na Węgrzech do totalnego rozkładu państwa, prymas Węgier przypomniał słowa kard. Mindszentego, wzywając do Narodowej Modlitwy.

Po czterech latach do Krucjaty Różańcowej w intencji ojczyzny przystąpiły dwa miliony Węgrów – 10 proc. obywateli. Efekt? Zwycięstwo partii Fidesz Viktora Orbána, która zdobyła miażdżącą większość w parlamencie, pozwalającą nawet na zmianę węgierskiej konstytucji. Oczywiscie nie o polityczne rozgrywki w modlitwie chodzi, lecz o to, jak konkretni ludzie zmieniają rzeczywistość w poszczególnych krajach. Obecnie preambuła wegierskiej konstytucji zaczyna się od słów: „Boże, pobłogosław Węgrów!”, a cala ustawa zasadnicza przyjmuje rolę chrześcijaństwa za „kluczową dla podtrzymania narodu” oraz chroni prawnie rodzinę, małżeństwo oraz życie ludzkie od momentu poczęcia.

Modlitewna walka w Polsce

Zasadniczym celem Krucjaty Różańcowej w Polsce nie jest polityczna walka, jak niektórzy próbują sugerować, ale – jak mówi abp Andrzej Dzięga – „umocnienie ducha narodowego i poddanie się Polski prawu” Bożemu, które „nie jest sprzeczne z żadnym godziwym prawem stanowionym przez ludzi”, ale dopełnia je i nadaje mu „jeszcze głębszy sens”.

W Polsce już nieraz walczyliśmy modlitewnie. W 1656 r. król Jan Kazimierz złożył śluby oddające naszą ojczyznę pod opiekę Najświętszej...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: