Wielka walka Alfiego

23-miesięczny Alfie Evans, którego niektórzy określają „warzywem”, uczynił więcej dobra niż ogromna większość z nas przez całe nasze życie. Rozmodlił setki tysięcy osób, uświadomił, w jakim kierunku zmierza nasza cywilizacja, a do tego był wojownikiem, który wbrew sędziom i lekarzom chciał żyć. Jego walka miała jednak także inne ważne skutki.

Choć oczywiście lekarze zazwyczaj w kwestiach medycznych wiedzą lepiej niż rodzice, co dziecku jest, są w stanie diagnozować i przewidywać pewne rzeczy, to rodzice jednak mają tę szczególną, także duchową więź z dzieckiem, która pozwala dostrzegać rzeczy, których lekarze nie widzą i widzieć nie mogą. Dlatego ostatecznie to rodzice, a nie lekarze powinni móc decydować, gdzie leczone jest ich dziecko i jaka kuracja (jeśli nie jest ona ewidentnie szkodliwa) powinna być wobec niego stosowana. W Wielkiej Brytanii tą podstawową wolność rodziców złamano. Debata ta uświadamia także, jak mało wiemy o mózgu. Od pewnego byłego już polityka, kiedyś prawicowego, teraz coraz częściej postępowca, usłyszałem, że Alfie nic nie czuł, że nie odróżniał matki od lampy. Ostrożnie z takimi uwagami. Bardzo mało wiemy o „odczuciach”, stanach tych, którzy mają głęboko uszkodzone mózgi, a już na pewno nie jesteśmy w stanie wczuć się w ich sytuację. Wiemy jednak, że wybudzeni, o których mówiono, iż są „warzywami”, wspominają, że mieli „odczucie obecności bliskich”, ich czułości, a czasem nawet słyszeli pewne słowa. Wiemy też, że niektórzy „wybudzili się” po tym, gdy zaczęto ich głodzić, bo odczuwali straszliwe cierpienie. Niezależnie też od tego, w jakim stanie był mózg dziecka, nie mam najmniejszych wątpliwości, że Alfie odczuwał miłość rodziców i modlitwy milionów ludzi.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: