ABC dla rządzących

Bez sentymentów

Mądra maksyma głosi, że w polityce międzynarodowej bardzo wiele znaczą kontakty osobiste, a jednocześnie one nic nie znaczą, jeśli dochodzi do starcia interesów. Nic dodać, nic ująć. Bo polityka zagraniczna jest grą, w której nie ma sentymentów, za to są brutalne faule, stosowanie metod nie fair, kupowanie meczów (żeby zilustrować to przykładem odległym od Europy: Tajwan dosłownie kupił sobie uznanie go przez kilka wysp-państewek na Pacyfiku...) czy też gole samobójcze. W samobójach specjalizuje się – tu już nie przykład azjatycki, ale nasz własny, europejski – rząd Donalda Tuska.

Polityka zagraniczna, zwana też zewnętrzną, nie jest raczej domeną ludzi, którzy chcą się wzorować na św. Franciszku z Asyżu. Jak ktoś chce nadstawiać drugi policzek, to niech tak czyni, ale niech, na miłość boską, nie stara się reprezentować np. polskich interesów na forum międzynarodowym. Mężami stanu nigdy nie zostają pacyfiści, ci, którzy uważają, że „better red than dead”, czyli że lepiej być czerwonym niż martwym, czy hippisi zwiastujący pokój między narodami i wieczną szczęśliwość. Mężami stanu stają się zwykle panowie (ale też panie), którzy twardo, używając różnych metod, walczą o interes własnej wspólnoty narodowej czy państwowej.

To nie cynizm. To realizm. Nie wiem, co strzeliło do głowy naszym przodkom, że osiedlili się w takiej strefie klimatycznej i wybrali sobie takich sąsiadów. Ale już skoro to zrobili i zostawili nam takie dziedzictwo, to mając za sąsiadów wilki, nie wolno zgrywać owcy. Jeśli będziemy owcami, to zrobimy wymarzony prezent wilczej sforze. Jak nas skonsumują, to może nawet skomplementują, że z tych baranów-Polaków wyszła całkiem smaczna baranina...

Plecami do ściany

A więc rada dla przyszłych rządzących. Przyszłych, bo obecni niczego nie zrozumieli i niczego się nie nauczyli, a więc nie ma co liczyć, że będą walczyć o polskie interesy. Rada ta brzmi:...
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: