Nippon i cień Rosji

Felieton [Widziane z Brukseli]

Wysyłam ten felieton do „Gazety Polskiej” z kraju, którego dewizą jest „Pokój i postęp”. Nie, to nie wycieczka w przeszłość do jakiegoś komunistycznego skansenu. To żaden relikt socrealizmu, żaden dinozaur systemu sowieckiego. To państwo to... Japonia. A owo hasło to motto sędziwego cesarza. Jestem tu po raz piąty, ale ostatni raz byłem wieki temu: przed 16 laty, przy okazji piłkarskich mistrzostw świata. Skoro już wspomniałem cesarza, to do niego nawiązuje też hymn „Kimi Ga Yo” ze słowami, które wyrażają wszystko: „Rządy cesarza niech trwają tysiące lat”. Tak, w tym państwie czuje się historię. Akurat mija równo ćwierć wieku, gdy przybyłem tu pierwszy raz. Tokio, Mito (i Festiwal Polskiej Kultury w tym mieście) – to zapamiętałem. Bo w Nagasaki, Kioto, na Suzuce byłem już podczas kolejnych wojaży do Kraju Kwitnącej Wiśni. Co urzeka mnie w Japonii? Na przykład ciągłość historii. To, że dzieje tego kraju, nawet jeśli przerywane traumą japońskiej klęski w wojnie z USA i
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze