Jego wielki dzień!

Oczywiście, zadaliśmy sobie pytanie: co, jeśli ludzie nie będą zainteresowani tym filmem i jeśli się on nie sprzeda? Gazeta poniesie ogromne koszty produkcji płyt, zwiększone koszty kolportażu itd. W tym samym momencie, gdy padły z naszych ust te pytania, spojrzeliśmy na siebie i chyba nawzajem dodaliśmy sobie wiary. Tomasz Sakiewicz zakończył nasze krótkie rozważanie, rzucając z uśmiechem: „Będzie dobrze”. Jako naczelny podjął ryzykowną decyzję, ale widziałem, że był na nią gotów i za to właśnie będę mu zawsze wdzięczny.

Ekspresowe tempo realizacji tego projektu zaczęło się od momentu pierwszego spotkania, podczas którego naczelny zdecydował, że film zostanie dodany do gazety „natychmiast”. Oznaczało to, że nie wyznaczamy sobie jakichś odległych terminów. Film miał się ukazać jak najszybciej, a więc ograniczał nas jedynie czas przygotowania płyt. Mieliśmy nieco ponad 14 dni, by przygotować wszystko to, co zwykle trwa 2–3 miesiące: promocję, zapoznanie czytelników z dokumentem…

Ruszyliśmy! Drukarnia, tłoczenie płyt, projekty graficzne, tekst w tygodniku – wszystko w dość dużym stresie, no i z towarzyszącymi mi myślami „sukces czy porażka?”.

Wielki dzień

Nadszedł wielki dzień. Nie ukrywam, że noc poprzedzająca ukazanie się wydania „Gazety Polskiej” z filmem była dla mnie nieprzespana. Dopiero ok. 4 nad ranem zasnąłem. O godz. 6.30 z mojego płytkiego snu zbudził mnie SMS z podziękowaniem od jakiegoś czytelnika za tekst oraz film.

W trakcie kilkudniowej „kampanii reklamowej” upubliczniłem swój nr telefonu, zatem wiadomość od nieznanej mi osoby nie była zaskoczeniem. Uważałem, że bez pomocy ludzi, bez zaangażowania się wielu środowisk sprzedaż całego nakładu 140 tys. egzemplarzy z podwyższoną ceną jest po prostu niemożliwa. To sprzeczne z zasadami rynkowymi i praktyką. Dlatego nagrałem swoje błaganie o pomoc na portalu youtube.com, licząc na to, że może ktoś odpowie i pomoże w przekazaniu...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: