Dobra śmierć i modlitwa kapłana

Na księdza Edwarda Stańka wylały się już hektolitry hejtu. Wypowiedzieli się na jego temat dyżurni antyklerykałowie, zatroskani o stan Kościoła niewierzący publicyści, ale także katoliccy komentatorzy i biskupi z każdej niemal strony. Oburzeniu nie było końca. „Kapłan życzy śmierci papieżowi” – można było przeczytać w wielu periodykach. A ja chciałbym jednak księdza bronić, bo mam wrażenie, że ogromna większość komentatorów nie doczytała tego, co ten znakomity patrolog rzeczywiście powiedział.

Kazanie wygłoszone przez niego wcale nie było o życzeniu śmierci Franciszkowi, lecz o relacji między władzą a autorytetem i o tym, że władza nie musi wiązać się z autorytetem, bo to różne porządki. „Autorytetu się nie otrzymuje, do autorytetu się dorasta. W Kościele jedynym autorytetem jest Jezus. Nie papież, nie hierarchia, nie przełożeni. Jezus. I w oparciu o Jego autorytet Kościół żyje. Ktokolwiek w Kościele jest na świeczniku i w swoim życiu naśladuje Jezusa, ten promieniuje Jego autorytetem. Wysoki świecznik daje władzę, ale nie daje autorytetu” – mówił kapłan. A dalej mówił, że modli się o… mądrość i otwarcie na Ducha Świętego dla papieża Franciszka. „A jeśli tego nie uczyni – modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca. O szczęśliwą śmierć dla niego mogę zawsze prosić Boga, bo szczęśliwa śmierć to wielka łaska” – dodał. Istotą tego kazania nie było więc wcale życzenie śmierci, lecz zupełnie coś innego. Dobra śmierć zaś jest – i nie da się tego ukryć – rzeczywiście wielką łaską. Dlatego zamiast okładać zasłużonego kapłana hejtem, lepiej poważnie rozważyć jego słowa. Niekoniecznie w odniesieniu do Franciszka, ale do każdej władzy w Kościele.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: