Włoska zmiana. Wyborcy odrzucili status quo

Wybory we Włoszech, które odbyły się 4 marca 2018 r., to zarówno koniec pewnej epoki, jak i powód do egzaltacji oraz zdumienia w całej politycznie poprawnej Europie. Dla Polski ich wynik może oznaczać korzystniejszy układ sił w Brukseli. Jednak ciągle możliwe są różne scenariusze utworzenia nowego rządu – od centroprawicowego po taki, w którym premier pochodziłby z Ruchu Pięciu Gwiazd.

Być może w chwili publikacji tego tekstu znana już będzie polityczna przyszłość Włoch, przynajmniej jeśli chodzi o to, kto i na jakich zasadach będzie tworzył rząd. Na razie jednak są możliwe różne scenariusze.
Z wynikiem 37 proc. w wyborach proporcjonalnych wygrała koalicja Centroprawicy, otrzymując w sumie 260 miejsc we włoskim sejmie. Składają się na nie zarówno te z wyborów proporcjonalnych, jak i te z wyborów bezpośrednich (109 mandatów).
Tu należy wyjaśnić, że od listopada zeszłego roku obowiązuje w Italii nowe prawo wyborcze, zwane Rosatellum (od nazwiska wnioskodawcy, Ettore Rosato, posła PD), które zakłada ordynację mieszaną – w części większościową (proporcjonalną), a w części bezpośrednią.
Na drugim miejscu jest antysystemowa partia znanego komika Beppe Grillo o nazwie Ruch Pięciu Gwiazd (Movimento Cinque Stelle) z wynikiem 32,68 proc. i w sumie z 221 miejscami w niższej izbie parlamentu. Na trzecim miejscu znalazł się blok – koalicja Centrolewicy z główną, rządzącą do tej pory partią, czyli Partią Demokratyczną, uzyskując w sumie 112 miejsc.
Wynik partii rządzącej na poziomie 18 procent jest całkowitą porażką. Tak jak i cały wynik lewicy. Problem jest tylko jeden – żadne ze zwycięskich ugrupowań, czyli ani będąca na pierwszym miejscu Centroprawica, ani tzw. Grilliści, nie mają większości zapewniającej przegłosowywanie ustaw. I tu zaczynają się schody…

Przegrani
Partia Demokratyczna we Włoszech to trochę jak miks naszej Platformy Obywatelskiej z Nowoczesną. Powstała w 2007 r. jako zlepek...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: