Jak wychować Polaków, żeby siedzieli cicho?

Po upadku PRL większość sił politycznych i biznesowych była zainteresowana rozmydleniem polskiej tożsamości narodowej. Pustka świadomościowa pomagała urabiać społeczeństwo, które już dojrzało do samookreślenia. Ale po pustce może przyjść inne zagrożenie.

W żadnym postkomunistycznym kraju nie udało się wypłukać przeszłości. Nawet otoczenie Borysa Jelcyna nie przebudowało świadomości rosyjskiej tak, aby pozbawić ją imperialnych sentymentów – projekt Federacji przyciągającej sąsiadów swoją kulturą i gospodarką padał już w pierwszych latach prezydentury. Nie udało się utrzymać sklejonej, mdłej narodowościowo Czechosłowacji, nie ostała się hybryda Jugosławii, a gdyby nie mniejszość rosyjska w Mołdawii, to ten kraj już dawno złączyłby się z Rumunią. Polacy mieli być przerobieni na Europejczyków gorszego sortu, takich, którzy chętnie wyprzedadzą swoje fabryki, aby później w nich pracować na taśmie produkcyjnej. Postkomuniści bali się żywiołu antykomunistycznego, który rozliczyłby ich majątki. Niemcy potrzebowali, by na ich widok samorządowcy i urzędnicy godzili się na wyprzedaż przemysłu. Rosjanie nie chcieli dumnych Polaków, by ich armia mogła sobie stacjonować nad Wisłą do 1993 r., a później żeby nikt nie śmiał burzyć pomników z jednej strony i rosyjskich spółek – z drugiej. Liberałowie w ogóle nie wierzyli w sens odwoływania się do tradycji i wspólnoty opartej na kulturze – zabrakło takich grup, które w kanonie wartości zapisywałyby patriotyzm i żelazny kręgosłup Zbigniewa Herberta, Janusza Krasińskiego czy Józefa Mackiewicza. W 1995 r. Aleksander Kwaśniewski wygrał nie tylko poprzez hasło „Wybierzmy przyszłość”, ale także z powodu tańca z Murzynem na scenie przy disco polo. Przaśna europejskość drugiego sortu miała wystarczyć narodowi, który obalił komunizm.

Flaga biała czy biało-czerwona?
Dopiero w tym kontekście można wniknąć w obecność Lecha Kaczyńskiego podczas obrad Okrągłego Stołu. Bliźniaki uznały,...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: