Widmo polskiego faszyzmu

Podejmijmy się próby analizy sztucznego rwetesu, który podniósł się po pewnym materiale wyemitowanym przez prywatną telewizję.

Mowa oczywiście o gargantuicznie nadmuchanym rozgłosie, jaki nadano materiałowi telewizji TVN poświęconemu marginalnej grupce czcicieli Hitlera z Wodzisławia Śląskiego, wśród których nie wiadomo czy nie zostali po prostu zamontowani zwyczajni prowokatorzy.
W tej hucpie-awanturze ważnych jest kilka detali: autor – Bertold Kittel. Wymowa: Polska to kraj, którego władze milcząco przyzwalają na rozrost ugrupowań faszystowskich, medialny szum: zaszantażować wszystkich rozgłosem i skłonić – przynajmniej – do milczenia.
Materiał z daleka zalatuje zresztą politycznym obstalunkiem – rachuba jest bowiem prosta, skoro nie udało nam się rozhuśtać ulicy hasłami o „ratowaniu praworządności”, większość obywateli Polski zwyczajnie pukała się w czoło, widząc te ekscesy, to może chociaż uda się reaktywować atmosferę z Marszu Niepodległości, gdy niemieckie, lewackie bojówki zaatakowały uczestników polskiej grupy rekonstrukcyjnej, a policyjni tajniacy bezwzględnie kopali uczestników marszu w twarz. Jednym słowem: być może TVN chce tu upiec dwie pieczenie jednocześnie: przypodobać się Berlinowi i zaktywizować antyrządowe grupy demonstrantów do ponownego wyjścia na ulicę, tym razem pod pretekstem obrony Polski przed narastającym w kraju faszyzmem.

„Stowarzyszenie Donosicieli Polskich”
Tak pan Wojciech Czuchnowski nazwał Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Warszawski oddział tego stowarzyszenia – po emisji materiału o polskich czcicielach Adolfa Hitlera – wystosował do telewizji TVN pytania, które najprościej można ująć tak: dlaczego przez wiele miesięcy, od kwietnia 2017 r. do stycznia 2018 r., stacja zwlekała z publicznym zawiadomieniem o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby propagujące nazizm?
Czuchnowski nie tylko oskarża działaczy SDP o donosicielstwo, ale jeszcze...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: