Kto musi? Kto chce?

Jednak rosyjscy i polscy politycy diametralnie różnią się w postrzeganiu samych siebie. Rosjanie potwierdzają swoją „rabską” uległość wobec władzy, za to Polacy chlubią się swoim rzekomym przywiązaniem do wolności.

I na pierwszy rzut oka coś z tej różnicy sprawdza się do dzisiaj. Przecież za komuny Wałęsa był inwigilowany, a Tusk, jego bojowy towarzysz z jakichś tajnych WZZ (w tych jawnych nic o nim nie słyszano) był nawet zatrzymany na jedną noc w areszcie. Wałęsa był w internowaniu zatruwany wódką i szampanem, a Tusk w pracy demoralizowany wysokimi zarobkami, wódką i marihuaną. Mimo to nie ulegli propozycjom zostania podrzędnymi funkcjonariuszami systemu, a wsparli komunistyczną nomenklaturę dopiero wtedy, gdy zaakceptowała ona ich przywództwo.

A więc potwierdza się to, co już Gomułka tłumaczył Sowietom, że Polska różni się od Rosji i moskiewskie wzory się nad Wisłą nie sprawdzają. Polacy odrzucają, manifestowane jawnie i wprost uwielbienie funkcjonariuszy systemu zbrodni, takich jak Putin (ale zachowują szacunek dla sowieckich agentów w rodzaju Jaruzelskiego). Dominujący gust można rozpoznać dopiero po wyborze własnych idoli. Polakom trzeba bohaterów na miarę ich własnej historii, takich, którzy pomogą im nie przyznawać się do udziału w komunizmie z własnej woli.

Polski mainstream polityczny i medialny gustuje w ludziach publicznie opierających się sowietyzmowi, ale tajnie zwerbowanych przez komunistyczną tajną policję polityczną. Przeklęty pomysł Adama Mickiewicza (Poeta żałował napisania Konrada Wallenroda) stał się fałszywym kanonem fałszywej walki o wolność. Jego praktycznym zastosowaniem stała się perwersja tajnych współpracowników SB – niewolników najpierw tajnie współpracujących z oprawcami, a po „transformacji” chroniących ich interesy jako „ludzi honoru”. Nic dziwnego więc, że Donald Tusk zapewnia: „Lech Wałęsa wspierał i wspiera działania moje, mojego rządu, Platformy Obywatelskiej. Jesteśmy rzetelnymi od zawsze...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: