Oscarowy film walczy z Izraelem

Awantura, która wybucha między mężczyzną i kobietą doprowadza do tragedii. Będąca w ciąży Razieh, traci dziecko. Nader zostaje oskarżony o zabicie nienarodzonego człowieka i grozi mu kara więzienia. Od tej pory jesteśmy postawieni przez reżysera na miejscu nie tylko widza i obserwatora, ale również sędziego, który musi wydać werdykt. A jest to niezwykle trudne. W filmie Farhadiego nic nie jest jednoznaczne i czarno-białe. Nie mamy czysto złych i dobrych bohaterów. Gdy już myślimy, że wiemy, jak ocenić oglądaną postać, reżyser robi kolejny zwrot, który burzy nam obraz bohatera. Farhadi myli tropy, wpuszcza nas w ślepe uliczki i uderza w nasze moralne podbrzusze. Czyż nie jest tak samo w życiu, gdy bierzemy się za ocenianie bliźniego, przed czym tak przestrzegał Jezus?

Mimo że film irańskiego twórcy ma coś w sobie z Antonioniego, to z pewnością ogląda się go jak najlepszy thriller Hitchcocka, gdzie bez względu na to, że widzimy kątem oka zdarzenie, które doprowadziło do tragicznych następstw, to i tak jesteśmy postawieni w miejscu śledczego, który dopiero na podstawie zeznań stron i świadków musi wskazać winnego. Do tego dochodzi jeszcze kwestia religii. W filmie każda decyzja jest uwarunkowana Koranem i głęboką religijnością bohaterów. Zsekularyzowani Europejczycy przeżywają szok, uświadamiając sobie, jak bardzo różnią się od realnie wierzącego społeczeństwa, którego nie dotknął laicyzm. Farhadiemu udało się opowiedzieć w uniwersalny sposób historię, która mimo że jest zanurzona w kulturze islamu, to mogłaby się zdarzyć wszędzie. Dlatego też pokonał on m.in. film Holland, który jednak zawężał się do jednego epizodu z czasów II wojny światowej. Zwycięstwo irańskiego „Rozstania” nad filmem o holokauście, negowanym przez prezydenta Iranu, oraz pokonanie izraelskiego „Hearat Shulayim” musiało spowodować, że reżim rządzący w tym kraju skorzysta z okazji, by okładać tym filmem swoich wrogów.

Pałka na Izrael

„Oscar dla...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: