Małżeństwo na pokładzie samolotu

Światowe media żyją obecnie faktem, że papież na pokładzie samolotu udzielił sakramentu małżeństwa dwojgu stewardów, którzy poprosili go o błogosławieństwo. Gdy Franciszek zapytał ich, czy są małżeństwem, odpowiedzieli, że mają ślub cywilny, bo kościół, w którym mieli zawrzeć małżeństwo kościelne, runął 8 lat temu w czasie trzęsienia ziemi (swoją drogą, to akurat jest dziwne tłumaczenie, bo, jak się zdaje, w Chile jest więcej niż jeden kościół). Ojciec święty zaproponował więc, aby od razu zawarli małżeństwo.

Taka formuła nie może być sprawowana przez zwykłego księdza ograniczonego prawem kanonicznym, którego papież jest suwerenem. Nie ma wątpliwości, że wydarzenie to może mieć niezwykle pozytywne skutki, o ile przypomni iluś niesakramentalnym, a bez przeszkód kanonicznych, związkom, że w każdej chwili mogą oni pójść do swojego proboszcza, by ten – zgodnie z zasadami prawa, ale tak szybko, jak się da – „usakramentalnił” ich związek. To będzie dopiero wyraz prawdziwego zachwytu nad działaniem papieskim.

Trzeba jednak pamiętać, że prawo kanoniczne ma głęboki sens. Nie jest przeszkodą dla ludzi, jest tym, co ma ich chronić. Spontan nie zawsze się sprawdza, a zapisy prawne kształtujące się przez wieki wynikają z wielkiego doświadczenia Kościoła, który chce chronić swoich wiernych przed nieodpowiedzialnymi decyzjami, przed niedojrzałością w podejmowaniu decyzji, a także przed oszustwami. Dlatego nie negując, że czasem trzeba zachować się spontanicznie, nie należy takich zachowań przeceniać. Głęboką mądrością Kościoła jest istnienie prawa kanonicznego.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: