Po coś więcej niż prestiż. Nasz interes w ONZ

Inauguracja polskiej obecności w Radzie Bezpieczeństwa ONZ wypadła efektownie, a nasza rola jeszcze wzrośnie, gdy w maju Polska obejmie w Radzie przewodnictwo. Niełatwo jednak będzie przekuć prestiż na realne korzyści dla naszego kraju. Wymaga to bowiem przebicia się z polskim interesem przez układ wielkich potęg i panujący w Radzie decyzyjny klincz.


Zeszłotygodniowa wizyta Andrzeja Dudy w Nowym Jorku była faktycznym otwarciem naszej obecności w Radzie Bezpieczeństwa ONZ (formalnie jesteśmy niestałym członkiem od początku 2018 r.). Dla polskiej dyplomacji będzie to czas wytężonej pracy, której celem powinno być sformułowanie agendy na czas naszego przywództwa w Radzie i określenie tego, jakie polskie interesy będziemy starać się realizować dzięki niestałemu członkostwu.

Ambitni Kazachowie
W obliczu tego, że już w maju Polska obejmie przewodnictwo w Radzie Bezpieczeństwa, warto przyjrzeć się, jak swoją prezydencję wykorzystuje obecnie Kazachstan. Na korytarzach budynku ONZ można usłyszeć opinie, że państwo z Azji Środkowej zrobiło na wszystkich wrażenie, zabierając się do realizowania swojej agendy w Radzie z ambicją i werwą. Co prawda niektórzy patrzą na to z przymrużeniem oka, wskazując, że Kazachowie dopiero dowiedzą się, jak uparta i nierychliwa jest struktura ONZ, gdy okaże się, że niewiele z ich planów udało się zrealizować. Fakt, że spotkanie w Radzie Bezpieczeństwa poprzedziła wizyta prezydenta Nazarbajewa w Białym Domu, pokazuje jednak, że ambitna polityka przyniosła już realne korzyści. Widać to było także podczas zeszłotygodniowej debaty w Radzie Bezpieczeństwa. Temat nieproliferacji (nierozprzestrzeniania) został wybrany przez Kazachów świadomie i nieprzypadkowo.

Właściciele uranu
Kraj, który odziedziczył po rozpadzie Związku Radzieckiego olbrzymi arsenał nuklearny, można nazwać modelowym prymusem i liderem nieproliferacji. Kazachowie pozbyli się broni...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: