Transseksualna strategia salami

Przerabianie dzieci

I niestety nie jest to odosobniona sytuacja. W Stanach Zjednoczonych, według raportu przygotowanego na zlecenie magazynu „Pediatrics”, podobnie „leczonych” jest 97 dzieci. Ich rodzice skierowali je do klinik leczenia transseksualizmu przy szpitalach dziecięcych (bo są już nawet takie) w wieku czterech, pięciu, czasem sześciu lat. Taką drogę przebyła pacjentka kliniki zmiany płci przy szpitalu dziecięcym w Los Angeles. Jej matka (ukrywająca swoje prawdziwe dane przed amerykańskimi mediami) opowiada, że jej córka jeszcze w przedszkolu (teraz ma osiem lat) oznajmiła, że nie chce być dziewczynką, lecz chłopcem. – Początkowo myślałam, że może ona jest lesbijką, ale dzięki szczegółowym badaniom zrozumieliśmy, że jest osobą transseksualną, uwięzioną w niewłaściwym ciele – opowiada kobieta, której dziecko jest obecnie leczone przez dr. Jo Olsona.

Żeby nie było wątpliwości – leczenie to wcale nie polega na próbie spokojnego, psychologicznego przekonywania dziewczynki, że jest dziewczynką, lecz na przygotowywaniu jej do operacji, które pozbawią ją w przyszłości cech kobiecych i nieco upodobnią jej cielesność do ciała mężczyzny. Początkowo oczywiście nie ma mowy o operacji. Dziewięcio-, dziesięciolatkom podaje się początkowo tylko hormony, które mają zatrzymać ich dojrzewanie płciowe. – Dzięki tym lekom wydłużamy czas konieczny do podjęcia decyzji o własnej płci, a także upraszczamy ewentualną późniejszą operację – wyjaśnia autor wspomnianego raportu poświęconego zmianie płci u dzieci, dr Norman Spack z kliniki zmiany płci przy szpitalu dziecięcym w Bostonie. Prostsza operacja, przepraszam za dosłowność, oznacza tyle, że nie trzeba obcinać dziewczynkom, które twierdzą, że są chłopcami, piersi, ponieważ one – pod wpływem leków – nie wyrastają.

Kolejnym etapem „leczenia” jest podawaniem dojrzewającym już pacjentom żeńskich lub męskich hormonów w dawkach szokowych, które mają hormonalnie zmienić ich płciową...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: