Władza nad doktryną

Spór o „Amoris laetitia” nie gaśnie, a nawet staje się coraz ostrzejszy. Teraz już nawet duchowni, którzy wcześniej milczeli, zajmują jasne stanowisko w tej sprawie. Tak jest choćby w przypadku znakomitego prawnika kanonicznego i znanego medialnie kapłana z Nowego Jorku, jakim jest ks. Gerald Murray.

W programie „World Over” Telewizji EWTN jasno zaznaczył on, że papież nie może głosić tez, które byłyby zerwaniem z nauczaniem jego poprzedników. Ksiądz Murray sugeruje przeprowadzenie prostego eksperymentu myślowego: co by było, gdyby autor „Amoris laetitia” był tylko kardynałem? Po wysłaniu dokumentu do Kongregacji Nauki Wiary ta, bez wątpienia, stwierdziłaby, że… „to nie jest w harmonii z autentycznym nauczaniem wyrażonym przed prawo kanoniczne, papieża Jana Pawła II i Benedykta XVI”. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, podkreślał ksiądz, że papież uznaje za „autentyczne nauczanie” coś, co nie zostałoby uznane za autentyczne nauczanie, gdyby nie był on papieżem. A takiej władzy nikt, nawet biskup Rzymu, nie ma. – Papież nie może zmienić doktryny tylko dlatego, że jest papieżem – mówił ks. Murray. – W seminarium uczono nas, że papież nie może obudzić się rano i stwierdzić, że istnieje czwarta Osoba Trójcy Świętej – zaznaczył. – W teologii moralnej jest tak samo. Nie możesz się obudzić i stwierdzić, że to, co było cudzołóstwem, od dzisiaj nim nie jest – podkreślił ks. Gerald Murray. To ostre słowa, może nieco przesadzone, ale ukazują one, z jakim problemem zmaga się dziś zarówno sam papież, jak i cały Kościół. I nie należy udawać, że jest inaczej. Takie udawanie nikomu nie służy. 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: