Samorządowe szachy

Kampania samorządowa już w przyszłym roku. Może to być ostatni etap odbierania Polski postkomunistycznej oligarchii, istnieje jednak zagrożenie, że właśnie te wybory mogą poważnie załamać reformy.

Jedno jest pewne – bez samorządów nie da się przeprowadzić gruntownej naprawy kraju. Dziś w większości samorządów w Polsce władzę sprawują rozmaite kombinacje środowisk Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, przeplatane gdzieniegdzie lokalnymi komitetami, których założyciele poswarzyli się kiedyś z wymienionymi partiami. Miejsc, gdzie Prawo i Sprawiedliwość bądź inne środowiska niepodległościowe, mają coś do powiedzenia, jest niewiele, a w czasie ostatnich wyborów samorządowych PiS stracił ostatnie duże miasto – Radom. Tam, dzięki ożywionej aktywności ówczesnej premier Ewy Kopacz, wybory wygrał kandydat popierany przez PO. PiS rządzi w kilkunastu mniejszych miejscowościach, takich jak Biała Podlaska, gdzie prezydentem jest członek tej partii Dariusz Stefaniuk.

Syndrom dużych miast
Stronnictwa niepodległościowe pod przewodem PiS od dawna nie potrafią zwyciężyć w dużych miastach. Od czterech kadencji w Krakowie władzę sprawuje wywodzący się z SLD eksczłonek PZPR, Jacek Majchrowski. Nie lepiej jest w Warszawie, gdzie – po kadencji Lecha Kaczyńskiego – PiS nie znalazł sposobu na pokonanie Hanny Gronkiewicz-Waltz. PO lub powiązani z jej środowiskami ludzie rządzą w Poznaniu, Gdańsku, Lublinie, Wrocławiu, Łodzi, Szczecinie i wielu innych miastach.
Obóz Trzeciej RP, wywodzący się z „porozumień Okrągłego Stołu”, a więc solidnie doprawiony postkomunistami, potrafił – za pomocą mediów i inteligentnych sztuczek – wmówić mieszkańcom dużych miast, że jest jedyną reprezentacją „inteligentnych i wykształconych, którzy dążą do nowoczesności”. Przez wiele lat nie uczynił nic na poparcie tych twierdzeń, a jednak – w zadziwiający sposób – wielkomiejski elektorat pozostał mu, coraz bardziej desperacko,...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: